Yaoi Fan - Forum Literackie

Forum Yaoi Fan Strona Główna
 

 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja  Profil   

Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

 
Przypadkowo Twój [T, NZ, HP/LV] 9/61

Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Yaoi Fan Strona Główna -> Fan Fiction
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość

Ważka
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 24 Kwi 2009
Posty: 19
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Wto 19:05, 05 Maj 2009    Temat postu: Przypadkowo Twój [T, NZ, HP/LV] 9/61

Autor: Dinkel
Tytuł: Unintentionally Yours
Zgoda: jest
Tłumaczenie: Ważka
Beta: Seva
Ostrzeżenia: slash, gwałt, niekanoniczność, sceny erotyczne
Oryginał: http://www.foreverfandom.net/viewstory.php?sid=16138
Najpierw parę słów od autorki:

W opowiadaniu przewija się w wątek romansu Harry’ego Pottera i Toma Riddle’a/Lorda Voldemorta, wobec czego osoby nie tolerujące tego typu fan ficków powinny opuścić stronę. Całkowicie zlekceważyłam „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” oraz zakończenie „Harry’ego Pottera i Zakonu Feniksa”, więc Syriusz jest nadal przy życiu.

A teraz słówko ode mnie:
Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że fan fick ten zdecydowanie nie lubi się z kanonem. Mimo to uznaję go za jedno z najlepszych opowiadań HP/LV, co mam nadzieję po kilku rozdziałach będzie zrozumiałe. Mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu uda mi się oddać humor i świetny styl twórczyni tego ficka. Jest to opowiadanie utrzymane w poważnej tematyce, choć nie brakuje naprawdę humorystycznych momentów.
Wdzięczna też będę za wszelkie sugestie oraz słowa zarówno pochwały, jak i konstruktywnej krytyki.

Tłumaczenie publikuję także na Mirriel, jednak ze względu na to, że nie każdy ma dostęp do Zakazanego Lasu, pozwoliłam sobie umieścić je również tutaj.

Na Mirriel opowadanie publikowane i betowane jest pod innymi nickami.


Rozdział 1. Oświadczyny

- Wy chyba nie jesteście poważni! – krzyknął Harry gwałtownie, upuszczając dokument, z którym właśnie się zapoznał.
- Obawiam się, że jesteśmy – odpowiedział Dumbledore nadzwyczaj poważnym tonem, choć wciąż w jego oczach dostrzegalne były iskierki. – To nasza jedyna szansa. Sądzę, że ta propozycja jest całkiem rozsądna.
- To nie jest rozsądne. Jak może się pan w ogóle nad tym zastanawiać? To nie pan będzie podejmował tę decyzję – odrzekł Harry, wypowiadając ostatnie zdanie nadzwyczaj poważnym głosem.
- Drogi chłopcze, właśnie dlatego poprosiliśmy cię, byś przedyskutował to z nami, my… - ponownie zaczął Dumbledore, lecz Harry wszedł mu w słowo:
- Nie jestem żadnym „drogim chłopcem”. Prawda jest taka, że nie chcę z wami o tym rozmawiać. Wystarczająco już wtrąciliście się w moje życie. Odpieprzcie się.
- To było odrobinę niemiłe, nie sądzisz, Harry? – wtrącił Korneliusz Knot, od sześciu lat obejmujący stanowisko Ministra Magii. – My wszyscy przede wszystkim mamy na uwadze twoje dobro.
- Jasne, jak mógłbym zapomnieć? Kiedy poinformowałem was o powrocie Voldemorta, to pan pierwszy był u mego boku, wierzył we mnie i wspierał. Gdzie byśmy teraz byli, gdyby nie pańska szybkość i determinacja? Oczywiście, doskonale wiem, że ma pan na uwadze jedynie moje dobro – prychnął Harry z ironią, z premedytacją ignorując zwyczajowe grymasy na imię Voldemorta.
Pozostali czarodzieje w pomieszczeniu wymienili spojrzenia, najwyraźniej niemo pytając, kto powinien teraz zabrać głos i przekonać Chłopca-Który-Przeżył, że przyjęcie propozycji będzie dla nich wszystkich najlepszym rozwiązaniem. Znajdowali się właśnie w gabinecie dyrektora, w którym poniewierały się resztki połamanych lub rozbitych rzeczy. Harry zniszczył je, tracąc nad sobą kontrolę, co miało już miejsce kilka razy podczas rozmowy.
Wśród osób znajdujących się w pokoju był Albus Dumbledore, dyrektor we własnej osobie, wyglądający wyjątkowo staro, który odruchowo gładził siedzącego mu na kolanach Fawkesa. Wspomniany już Minister Knot, nerwowo obracający w spoconych dłoniach swój zielony melonik, profesor Minerva McGonagall, nauczycielka transmutacji oraz opiekun Gryffindoru, ze zwyczajową, srogą miną i groźnym spojrzeniem, profesor Severus Snape, Mistrz Eliksirów, opiekun Slytherinu i śmierciożerca (cóż, nie do końca, ale sami znacie tę historię), sprawiający wrażenie skorego do kłótni z każdą osobą, która ośmieli się skrzyżować z nim wzrok. Jego własny w tym momencie skierowany był na Syriusza Blacka, ojca chrzestnego Harry’ego, animaga, skazanego za morderstwo trzynastu osób oraz zdradę Lily i Jamesa Potterów, który po dwunastu latach uciekł z Azkabanu, w tym momencie zajęty był zaś nie mniej gorącym wpatrywaniem się w Snape’a, bynajmniej nie zrażony zachowaniem Harry’ego, gdyż w jego opinii jego chrześniak miał pełne prawo do bycia zdenerwowanym. W pomieszczeniu znajdował się również Lucjusz Malfoy, śmierciożerca, zwolniony z Azkabanu w oparciu o zbyt małą ilość dowodów, zaledwie po jednej nocy aresztu, obecnie pracujący dla Ministerstwa, jeśli można to tak nazwać. Wyglądał tak opanowanie jak nigdy dotąd, w milczącym rozbawieniu obserwując rozgrywającą się przed nim scenę. Rudolf Lestrange, śmierciożerca i uciekinier z Azkabanu, całkiem nieźle radzący sobie z wracaniem do formy, wydający się być pod lekkim wrażeniem występu Harry’ego oraz dwóch aurorów, znajdujących się tam dla bezpieczeństwa Ministra, którzy w tym momencie zajmowali się uprzątnięciem bałaganu narobionego przez młodego czarodzieja. Oczywiście nie można zapomnieć o samym Harrym Potterze (chyba nie sądziliście, że był na zewnątrz?), Chłopcu-Który-Przeżył, drugim, po Hermionie Granger, najlepszym uczniu Hogwartu, od którego oczekiwano ciągłego ratowania świata.
W końcu Dumbledore doszedł do wniosku, że to na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za przywołanie chłopca do porządku, przynajmniej w takim stopniu, by możliwa była przyzwoita dyskusja. Upewniwszy się, że Harry nadal wytrwale odmawia skosztowania cytrynowych dropsów, zapytał:
- A więc z kim chcesz omówić ten kontrakt?
W pierwszej chwili Harry zapragnął wykrzyczeć sobie płuca, by do dyrektora dotarło, że z nikim nie chce o tym rozmawiać, ponieważ oczywiste jest, że nigdy tego nie zaakceptuje. Wszyscy zaś powinni zostawić go w spokoju, a w zamian porozmawiać ze ścianą. Niemniej po krótkim namyśle doszedł do wniosku, że mogłoby to wydać się nieco dziecinne, wskazał więc ręką na Syriusza, starając się za wszelką cenę nie wysadzić w powietrze biblioteczki Dumbledore’a.
- Harry, niegrzecznie jest tak żartować. Nie możesz na poważnie rozmawiać z psem! – oznajmił Knot, rzucając chłopcu potępiające spojrzenie.
- Wielkie dzięki za tę demonstrację pokładanej we mnie pewności, Ministrze. Na pewno to zapamiętam. Teraz, jeśli mi pan wybaczy, udam się na rozmowę z moim psem, który przy okazji z pewnością jest o wiele bardziej inteligentny niż pan – oświadczył Harry, rzucając Knotowi ostre spojrzenie. Następnie bez oglądania się za siebie szybko wyszedł pokoju.
Wspomniany pies, znany również jako Syriusz Black, wydawał się być nieco zaskoczony tymi słowami, parę sekund zajęło mu więc uzmysłowienie sobie, że Harry już wyszedł. Z zaniepokojonym wzrokiem wyrwał kontrakt z rąk jednego z aurorów, który dopiero co go rozprostował i wyszedł, podczas gdy biblioteczka Dumbledore’a eksplodowała, pokrywając podłogę resztkami starożytnych tomów.
- Harry, wszystko w porządku? – zapytał Syriusz niepewnie, gdy w końcu znalazł chrześniaka w jednej z nieużywanych klas w pobliżu biblioteki, przemierzając pomieszczenie i siadając obok niego.
- Czy wyglądam na kogoś, kto czuje się w porządku? – Harry wydał z siebie dźwięk oscylujący pomiędzy szlochem a parsknięciem. – Dlaczego wszystko zawsze przydarza się właśnie mnie?
Nie znajdując żadnych słów pocieszenia, Syriusz otoczył otwarcie teraz płaczącego chrześniaka ramionami, zataczając uspokajające koła na jego plecach. – Cii, już w porządku, coś wymyślimy. Nie pozwól im tak się dręczyć. Coś wymyślimy!
- Dlaczego muszą mi to robić? Dlaczego nie zostawią mnie w spokoju? – wyszlochał Harry w jego ramię, trzęsąc się gwałtownie i kurczowo czepiając się koszuli Syriusza, jak gdyby od tego zależało jego życie.
Animag tylko wzmocnił swój uścisk, nie mogąc wymyślić żadnej odpowiedzi, która w głównej mierze nie składałaby się z przekleństw.
Gdy Harry w końcu się uspokoił, a noga Syriusza zaczynała już piekielnie boleć, odrzekł:
- No dalej, Harry. Przeczytałeś chociaż całość? – gdy Harry potrząsnął głową, kontynuował – cóż więc, musimy to przeczytać teraz. Nie możemy pozwolić, byś wpadł w furię i zdemolował tylko połowę gabinetu Dumbledore’a, gdy wciąż możesz wkurzyć się na tyle, by zniszczyć całe biuro!
Gdy chłopiec na jego kolanach wydał dźwięk zbliżony do śmiechu, rozwinął dokument i trzymając go tak, by obaj mogli swobodnie mu się przyjrzeć, zaczął czytać:

KONTRAKT MAŁŻEŃSKI


Ja, Tom Marvolo Riddle, lepiej znany jako Lord Voldemort, niniejszym oświadczam swą chęć do poślubienia pana Harry’ego Jamesa Pottera. Po zaakceptowaniu tego kontraktu zobowiązuję się do:
1. Zakończenia wojny i wszelkich nieprzyjaznych akcji skierowanych przeciw Czarodziejskiemu Światu i Zakonowi Feniksa oraz do utrzymania pokoju.
2. Treningu i nauki pana Pottera najlepszych z moich umiejętności, a w przypadku gdy pan Potter wyrazi chęć nauki przedmiotu, z którego zakresu nie będę mógł mu pomóc, do znalezienia odpowiedniego nauczyciela.
3. Zapewnienia panu Potterowi zakwaterowania, pożywienia, ubioru oraz innych niezbędnych rzeczy.
4. Zapewnienia panu Potterowi możliwości wizyt u przyjaciół i rodziny pierwszego tygodnia każdego miesiąca, pod warunkiem, że weekendy nie będą zbiegały się z wakacjami.
5. Powstrzymania się od świadomego i rozmyślnego ranienia pana Pottera.

W zamian oczekuję:
1. Zakończenia wojny i wszelkich nieprzyjaznych akcji ze strony Czarodziejskiego Świata i Zakonu Feniksa wymierzonych w moją osobę lub organizację znaną pod nazwą śmierciożerców; powstrzymania się od dochodzeń sądowych oraz utrzymania pokoju.
2. Stosunków płciowych z panem Potterem, przynajmniej raz w tygodniu oraz powstrzymania się z jego strony od pożycia z innymi osobami.
3. Towarzystwa pana Pottera, gdy będę go wymagał oraz nie przedłużania jego nieobecności ze mną o dłużej niż dwa tygodnie.
4. Powstrzymania się ze strony pana Pottera od rzucania klątw, przekleństw lub ranienia mojej osoby oraz śmierciożerców.

Jeśli którakolwiek ze stron złamie powyższy kontrakt automatycznie zostanie on uznany za nieważny.



- To wszystko: moje szczęście przeciw pokojowi w całym Czarodziejskim Świecie – westchnął Harry, gdy skończyli już czytać.
- Na to wygląda – przyznał Syriusz, ściślej owijając postać na swoich kolanach ramieniem. – Ale może nie musisz wyrzekać się swojego szczęścia – mężczyzna starał się przekonać zarówno Harry’ego, jak i samego siebie.
Sądząc po niedowierzaniu odmalowującym się na twarzy chłopca, nie poszło mu zbyt dobrze.
- Sam w to nie wierzysz, prawda? Jak w ogóle mógłbym być szczęśliwy, żyjąc z potworem, który zabił moich rodziców? I nie tylko ich, całe mnóstwo ludzi, tylko dla zabawy, rozrywki…
- Ten kontrakt powstrzyma go od kolejnych bezsensownych zbrodni – zauważył delikatnie animag.
Harry utrudzenie kiwnął głową, zanim ponownie westchnął:
- To dobra strona tej sprawy.
- A jaka jest zła? – zapytał cicho Syriusz, obawiając się, że Harry ponownie straci nad sobą panowanie, gdy tylko zbytnio podniesie ton głosu.
- Praktycznie nie będę mógł widywać się z przyjaciółmi, nie będę mógł przekląć śmierciożerców, no i… będę musiał sypiać z tym draniem – wyznał Harry, rumieniąc się lekko.
Całując kręcone, ciemne włosy, Syriusz odparł:
- Cóż, myślę, że możemy podjąć negocjacje co do dwóch pierwszych punktów, ale obawiam się, że nie ma sposobu na obejście ostatniego. Przykro mi.
- Nie twoja wina – wymamrotał Harry, a następnie wyprostował się. – Ale z drugiej strony nie będzie więcej morderstw, a ja nie będę musiał go zabijać, prawda? A co do tej… rzeczy, jakoś dam sobie radę, jak zawsze. Myślę, że warto się na tyle poświęcić dla pokoju, tak?
- Wolałbym żyć podczas wojny, niż oddać cię temu potworowi, ale to tylko moje zdanie, a ja nigdy nie byłem zbytnio wrażliwy, jeśli się nad tym zastanowić – burknął Syriusz, a Harry momentalnie wybuchnął niepohamowanym śmiechem, gdyż w tym momencie jego ojciec chrzestny brzmiał zupełnie jak jego zwierzęcy odpowiednik.
Całując policzek mężczyzny i mamrocząc miękkie „Dzięki!”, wstał i rzekł:
- Pójdę sprowadzić kogoś, kto pomoże nam w negocjacjach. Kogo sugerujesz?
- Lucjusza Malfoya, jeśli potrzebujemy kogoś do przedyskutowania naszych żądań, a skoro on pochodzi ze starej czarodziejskiej rodziny najprawdopodobniej będzie znał prawa i przepisy. I Severusa Snape’a, bo chociaż nie mogę znieść tego tłustowłosego drania, jest piekielnie dobry w tych formalnościach, no i potrzebujemy kogoś, kto reprezentowałby Czarodziejski Świat – odpowiedział Syriusz z lekkim wahaniem. Skinąwszy głową, Harry zniknął w jednym ze znanych mu tajnych przejść.
Chłopak przemierzał wolno korytarz zamku, który od niemal pięciu lat nazywał swoim domem, powoli uporządkowując sobie to, czego przed chwilą się dowiedział. Wojna trwała już od prawie dwóch miesięcy i jak na razie żadna ze stron nie odniosła niczego poza małymi zwycięstwami co jakiś czas. Szpital Św. Munga był zapełniony rannymi ludźmi, a ich przyjaciele i rodzina chcieli wiedzieć, czy mogą czuć się bezpiecznie. W głębi serca Harry wiedział, że traktat, który miał zaakceptować był w gruncie rzeczy dobrym pomysłem, gdyż mógł znieść wojnę i wszelkie związane z nią cierpienia, ale dlaczego to zawsze musiał być on? Dlaczego wszyscy oczekiwali od osoby, która nie skończyła nawet jeszcze szesnastu lat, że rozwiąże wszystkie ich problemy i uratuje świat? I co, do cholery, myślał sobie Voldemort? Gdy szedł tak, pogrążony w rozważaniach i rzucał pod nosem przekleństwa, dotarł w końcu do gargulca strzegącego pomieszczeń Dumbledore’a i z hasłem „Droga mleczna” na ustach był już w drodze do biura dyrektora. Gdy tylko znalazł się na klatce schodowej, która zaczęła prowadzić go na górę, usłyszał gniewne okrzyki i coś, co podejrzanie przypominało dźwięk, jaki wydaje pięść uderzająca o blat stołu.
- Nie możesz na poważnie rozważać pozostawienia tej decyzji chłopcu. On nie jest nawet zdrów na umyśle, na brodę Merlina, ten chłopak rozmawia z psem. I ty chcesz, by to dziecko decydowała za całe społeczeństwo Czarodziejskiego Świata? Moim zdaniem należy jak najszybciej zaakceptować ofertę pokoju, co dobrego może przyjść z obciążania dzieciaka taką decyzją? – z zapałem argumentował Knot.
- Zdajesz się zapominać, ministrze, że to od tego dziecka zależy dotrzymanie warunków kontraktu. I jeśli ten chłopiec postanowi po prostu je złamać, cały układ będzie uznany za nieważny. Oraz że to właśnie dziecko stoi teraz w przejściu, słyszy każde wypowiedziane przez pana słowo i z łatwością może przetransmutować pana w psa, by zrozumiał pan w końcu, że niektóre zwierzęta rozumieją, co się do nich mówi - zauważył Harry ozięble. – Panie Malfoy, profesorze Snape, bylibyście tak mili i towarzyszyli mi w drodze do Wąchacza, byśmy mogli poprowadzić negocjacje dotyczące naszych żądań?
- Nie możemy pozwolić, by po naszej szkole wałęsali się śmierciożercy, to by było… - wybulgotał Knot.
- Czy mogę panu przypomnieć, że jeszcze rok temu zapewniał mnie pan, iż pan Malfoy nie jest zagrożeniem dla społeczeństwa, lecz szanowanym człowiekiem? – przerwał mu Harry, patrząc wprost w oczy Ministra. – W każdym razie mogę zapewnić pana, że pan Malfoy nie będzie stanowił zagrożenia, tak długo, jak jest w tej szkole, czy mam rację?
- Tak, panie Potter, sądzę, że ma pan rację – odpowiedział płynnie Lucjusz Malfoy, podchodząc do drzwi i przytrzymując je dla Snape’a i Harry’ego.
Snape, rzucając Knotowi ostatnie spojrzenie, który to musiał znosić natarczywy wzrok Mistrza Eliksirów odkąd z pomieszczenia zniknął Syriusz, wyszedł z gabinetu, a tuż za nim podążył Harry.
- Mogę spytać, które warunki chciałbyś zmienić? – zapytał Lucjusz Malfoy, pojawiając się u boku chłopca gdy tylko minęli kamiennego gargulca.
- Większość, ale nie sądzę, by szczególnie mi to pomogło, prawda? – odparł Harry. – Zobaczy pan, które zostaną zmienione kiedy tylko tam dotrzemy.
- A gdzie jest „tam”? – parsknął Snape z irytacją.
- Koło biblioteki, w jednej z pustych klas – odpowiedział Harry płasko, pozdrawiając po drodze jeden z mijanych portretów.
- Dlaczego nie osiedliłeś się w którejś z bliższych sal? – zapytał ponownie Mistrz Eliksirów, rzucając karcące spojrzenie Grubej Damie, która ośmieliła się odprowadzić go wzrokiem.
- To wcale nie tak daleko, jeśli idzie się skrótem – odrzekł młodzieniec, prowadząc ich w dół jednymi z ruchomych schodów.
Snape nachmurzył się jeszcze bardziej:
- Dlaczego więc go nie użyjemy?
- Bo jest pan nauczycielem. Nie możemy dopuścić, by znał pan wszystkie tajne przejścia, prawda? Gdzie ukryliby się pana biedni uczniowie? Swoją drogą jesteśmy już na miejscu, może więc pan przestać rzucać mi to spojrzenie, bo i tak nie podziała – odparł Harry, posyłając mu złośliwy uśmieszek.
Gdy weszli do sali Syriusz siedział właśnie ze skrzyżowanymi nogami na podłodze, bazgroląc coś na kontrakcie. Na widok chrześniaka uśmiechnął się uspokajająco i powiedział:
- Hej, podejdź tu, spisałem ci parę rzeczy i przygotowałem kopie kontraktu – wyjaśnił miękko, gdy Harry rozgaszczał się na podłodze.
- Mogę jedną spalić? – zapytał chłopak z nadzieją, ruchem ręki wskazując pozostałym mężczyznom, by także usiedli. Obaj skorzystali z zaproszenia z identycznymi, nachmurzonymi minami, zachowując tak wiele godności, ile da się przy siadaniu na podłodze.
Jego ojciec chrzestny zacmokał i podał im kopie dokumentu.
- Więc możemy się dowiedzieć, jakie zmiany chcesz wprowadzić? – ponownie zapytał Malfoy, cały czas zachowując postawę biznesmena.
- Cóż, po pierwsze chcę się upewnić, że pokój zostanie zapewniony zarówno Światu Czarodziejskiemu jak i mugolskiemu – rozpoczął Harry, starając się odszyfrować bazgroły Syriusza.
- A co i tak moglibyśmy chcieć od świata mugoli? – skomentował Malfoy, ale uczynił stosowną notatkę.
- Po drugie, chcę kontynuować moją edukację w Hogwarcie. Jeśli mimo to on zechce udzielać mi dodatkowych lekcji, nie mam nic przeciwko – cicho wyjaśnił Harry.
Malfoy wymamrotał coś, zanotował uwagi Harry’ego, nie sygnalizując nawet, czy zmiana zostanie zaakceptowana.
- Możesz wykreślić trzeci punkt. Nie chcę, by kupował mi rzeczy. Mam dość własnych pieniędzy –polecił Harry.
śmierciożerca prychnął:
- Chcesz mi powiedzieć, że stać cię na przyzwoite ubrania, ale wolisz chodzić w tych szmatach?
- Gdybym zakupił jakieś nowe ubrania moi krewni i tak by je zabrali - odpowiedział Harry. – Wiem, że nasze sposoby myślenia się różnią, ale naprawdę, część z tych ubrań jest bardzo wygodna. *
Malfoy wymienił zdezorientowane spojrzenia ze Snapem, który wydawał się zastanawiać nad znaczeniem jego słów.
- Poza tym żądam większej liczby wizyt z moimi przyjaciółmi. Co drugi weekend oraz wakacje. Poza tym będą mogli odwiedzać mnie, gdy tylko przyjdzie im taka ochota, pod warunkiem, że przyrzekną nie znieważać was podczas odwiedzin – kontynuował Harry, ignorując reakcje, które wzbudziły jego słowa.
- Muszę to przedyskutować z Czarnym Panem, wydaje mi się, że to trochę zbyt wiele – odrzekł Malfoy.
- Proszę bardzo – zgodził się Harry. – Chciałbym też upewnić się, że żaden ze śmierciożerców mnie nie skrzywdzi oraz że Voldemort nie wyda im rozkazów zranienia mnie, w taki czy inny sposób.
Malfoy gwałtownie podniósł głowę. – Dlaczego miałby kazać nam cię ranić? Będziesz jego mężem, będzie cię chronił!
Przez parę sekund Harry wydawał się być ogłuszony, po czym otrząsnął się i rzekł:
- Świetnie, więc to uściślijmy.
Nieświadomie przytulił się mocniej do Syriusza, wydając się nagle małym i samotnym pośród dorosłych mężczyzn. Syriusz w obrończym geście położył mu rękę na ramieniu i kontynuował:
- Co do naszych warunków kontraktu: nie podoba nam się punkt związany z towarzystwem. Harry to nie jakiś rzadki gatunek zwierzęcia, który można wrzucić do klatki i wyjmować, gdy przyjdzie ci taka ochota. Sugerowałbym, by Harry mógł nie przychodzić do Voldemorta, jeśli ma konkretny powód, dla którego nie chce tego zrobić oraz by mógł zawetować jego polecenia.
- To także będę musiał przedstawić Czarnemu Panu, czy coś jeszcze? – zapytał Malfoy, starając się zachować cierpliwy i uprzejmy ton głosu.
- W zasadzie tak, sądzimy że warunek dotyczący rzucania na was klątw powinien być skorygowany – odrzekł zadowolony z siebie Syriusz.
- A niby dlaczego, jeśli mogę spytać? – zapytał śmierciożerca, wymieniając z Mistrzem Eliksirów zirytowane spojrzenia.
- Cóż, Harry jest czarodziejem, a żaden czarodziej nie może być pozbawiony prawa do używania magii – odparł Syriusz z uśmiechem. – A biorąc pod uwagę, że jest on także synem Jamesa i praktycznie rzecz biorąc jednym z Huncwotów, powinien mieć możliwość robienia wam kawałów.
- Nie jestem w stanie pojąć twojej logiki, ale dobrze, to też przedyskutuję. Czy to był ostatni punkt? – zapytał Malfoy.
- Nie – odrzekł Harry, prostując się. – Mam jeszcze jedno żądanie: chcę, by Peter Pettigrew został przetransportowany do Ministerstwa Magii z pełną spowiedzią na swoich ustach!
- Zobaczę, co da się zrobić – obiecał Malfoy, z uśmiechem błąkającym się na wargach. – Nie znoszę tego szczura!
Harry odwzajemnił mu się szczerym uśmiechem.
- To już chyba wszystko, chyba że Snape chce coś dodać – powiedział Syriusz, przeglądając papiery.
- Sądzę, że jest to do przyjęcia, zwłaszcza, że Minister chciał zaakceptować już pierwszą wersję. Sądzę więc, że skończyliśmy – odparł Mistrz Eliksirów.
- Myślę, że dokument będzie w pełni gotowy za dwa dni, chyba że będziemy musieli ponownie przedyskutować któryś z punktów kontraktu – odrzekł Malfoy, wstając i otrzepując szaty. – Panie Potter, do zobaczenia wkrótce! – Ujął rękę Harry’ego i ucałował jej zewnętrzną stronę.
Harry spłonął delikatnym rumieńcem, ale skinął głową z uznaniem, zanim ponownie nie znalazł się w ramionach Syriusza.
- Jak sądzisz, możemy już uznać to za noc? – zapytał Syriusz delikatnie. – Chcesz dzisiaj spać w moich komnatach?
- Zaniesiesz mnie? – poprosił Harry, ponownie wyglądając na tak kruchego i zagubionego, że Syriusz nie mógłby odmówić, nawet gdyby chciał.
- Jasne, kochanie. – Wziął go w ramiona, rzucając Snape'owi ostatnie wyzywające spojrzenie, które nie pozostało bez odpowiedzi ze strony Mistrza Eliksirów, i zaniósł chłopaka do swoich komnat, które dzielił z Remusem Lupinem. Po drodze Harry zapadł w sen.

* Nieprzetłumaczalne dla mnie. W oryginale Harry twierdzi, że jego ubrania są "comfy", używając słowa, którym raczej nie posługiwali się pozostali mężczyźni. Stąd ich reakcja.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ważka dnia Pią 11:16, 02 Paź 2009, w całości zmieniany 8 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Ważka
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 24 Kwi 2009
Posty: 19
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Wto 20:48, 05 Maj 2009    Temat postu:

Rozdział 2. Negocjacje


Syriusz obserwował swojego chrześniaka, który leżał na sofie, pogrążony we śnie. Niepokoił się o niego. I nie chodziło tu tylko o kontrakt i zmiany, które będzie ze sobą niósł. Wyglądał blado, już od chwili, gdy sprowadzili go do Hogwartu od mugoli. Jego krewni zachowywali się nadzwyczaj dziwnie i grubiańsko, ale prawdopodobnie można było zwalić to na karb ich mugolstwa. Poza tym chłopak gwałtownie skrzywił się, gdy Remus po raz pierwszy dotknął jego pleców tego popołudnia. No i był zdecydowanie chudszy.
- O czym myślisz, Łapo? – dobiegł go cichy głos jego przyjaciela i kochanka, Remusa Lupina, który owinął swoje ręce wokół torsu mężczyzny. – Chyba czymś się martwisz.
- W tym problem, że masz rację. Wiesz w ogóle, o co w tym wszystkim chodzi? – westchnął Syriusz.
- Minerwa powiedziała mi, gdy byłeś zajęty rozmową z Malfoyem i Severusem. – Remus zerknął przyjacielowi przez ramię, obserwując spokojny kształt na sofie. – Naprawdę wiele od niego oczekują, a przecież jeszcze nie ma nawet szesnastu lat.
- Nienawidzę świadomości, że nie ma innego wyboru – warknął Syriusz, wpatrując się w ciemność za oknem.
- Zawsze może odmówić – wtrącił miękko wilkołak, całując Syriusza w czubek nosa, by ponownie przyciągnąć jego uwagę.
Syriusz wydał z siebie zduszone prychnięcie:
- Dobrze wiesz, że nigdy nie pozwoli im kontynuować walk, jeśli może to wszystko przerwać bez posuwania się do morderstwa. Poświęci siebie dla wyższego dobra! O to właśnie chodzi, by chłopak nie miał żadnego wyboru!
Zamyślony Remus poprowadził Syriusza do kuchni, powstrzymując go od obudzenia Harry’ego.
- Możemy mu jakoś pomóc? – zapytał Łapa, posyłając drugiemu mężczyźnie błagalne spojrzenie. – Czy jest sposób, by mu to chociaż jakoś ułatwić?
- Możemy go wspierać! – odpowiedział Remus bez wahania. – Być mu podporą, gdy będzie potrzebował naszej pomocy. A czy jest jeszcze coś? Obawiam się, że nic więcej nie możemy zrobić. Prześpijmy się teraz trochę, dobrze?
Syriusz pokiwał głową, upił ostatni łyk herbaty i podążył za Remusem do sypialni, po drodze całując Harry’ego na dobranoc.

***

Gdy Hogwart, wraz ze swoimi mieszkańcami zapadał w sen, Lucjusz Malfoy i Rudolf Lestrange podążali właśnie do Czarnego Pana, który czekał niecierpliwie na powrót swoich sług.
Pokój pogrążony był w cieniu, oświetlony jedynie dogasającym ogniem w palenisku i magiczną pochodnią, umieszczoną obok drzwi. W ciemnościach trudno było dostrzec meble i ściany.
W pobliżu kominka leżał wąż, a w kącie stał prawie niezauważalny skrzat domowy, cierpliwie czekający, aż jego Pan się oddali, a on będzie mógł wziąć się za sprzątanie.
Lucjusz Malfoy z oddaniem zbliżył się do fotela, na którym spoczywał jego Pan, i podczas gdy jego towarzysz skłonił się w ciszy, rzekł:
- Panie, powróciliśmy właśnie z Hogwartu, przynosząc wieści o chłopcu, którego wkrótce masz poślubić.
- Zgaduję więc, że przyjęli moją ofertę? – z ponurym rozbawieniem zapytał czarnoksiężnik.
Malfoy pozwolił sobie na drobny wzgardliwy uśmieszek, zanim odrzekł:
- Knot chciał zgodzić się do razu, ale Potter zasugerował kilka modyfikacji.
- Jak zareagował Potter? – zapytał Czarny Pan, hamując skwapliwość.
- Najpierw nie chciał w to uwierzyć, potem zaczął krzyczeć i demolować gabinet dyrektora przypadkowymi zaklęciami, następnie skonsultował się ze swoim ojcem chrzestnym i obraził Knota – odpowiedział Lestrange monotonnym głosem.
- Znieważył ministra? – zapytał Voldemort. – Dlaczego miałby to robić?
Lucjusz zaczął opowiadać całe zajście, z drobną pomocą drugiego śmierciożercy. Gdy doszli do tematu negocjacji, podali Czarnemu Panu skorygowany kontrakt.
- Niezbyt skromny, prawda? – skomentował Voldemort, gdy zapoznał się z dokumentem. – Nie sądzę, bym miał zaakceptować jego warunki.
- Myślę, że większość z nich wymyślił Black, Potter nie wydawał się być nimi szczególnie zainteresowany. Jego jedynym żądaniem było wysłanie Pettigrew do Ministerstwa Magii – zrelacjonował Malfoy.
- W takim razie musimy zorganizować kolejne spotkanie, by omówić dalsze warunki kontraktu – zaproponował Voldemort, chociaż oczywiście nie było mowy, by jego sugestia została odrzucona. Dwaj słudzy ulegle pokiwali głowami. – Swoją drogą, gdzie jest Severus? Nakazałem mu przybyć z wami.
- Prosił o wybaczenie, ale Dumbledore chciał pomówić z nim o wywarze tojadowym, który miał sporządzić dla tego wilkołaka. A skoro złożyliśmy ofertę pokoju, nie mógł urwać się szybciej pod pretekstem „szpiegowania” nas – wyjaśnił Lestrange z drobnym ukłonem, w tym samym momencie, gdy do pokoju wszedł mężczyzna, o którym właśnie rozmawiali, również się kłaniając.
- Chcesz donieść mi o czymś nowym? – zapytał Czarny Pan.
- Panie, wygląda na to, że chłopak nie jest już związany z Dumbledorem tak, jak dotychczas. Kompletnie zignorował fakt, że mieliby stanąć po przeciwnych stronach – odpowiedział Mistrz Eliksirów.
- W rzeczy samej, tak się właśnie stanie – odrzekł Czarny Pan, a następnie odprawił swoje sługi z nakazem zorganizowania spotkania i zdobycia kolejnych informacji o Potterze.
Już od prawie roku pożądał tego chłopca. Od czasu gdy zobaczył jego moc, zaradność i inne rzeczy, które jej towarzyszyły… Sposób, w jaki popatrzył na niego, wtedy, na cmentarzu, w pełni świadomy, że zaraz umrze, ale nieskory do poddania się niezmiernie go zafascynował. Obiecał sobie, że będzie miał tego chłopaka. Wstrzymanie wojny nie było wielkim poświęceniem, ostatecznie i tak nie odnosili większych sukcesów. Jedynie żałował utraty powszechnego przerażenia, które wywoływała wśród Czarodziejskiego Świata myśl, że może nagle pojawić się na ich ganku. Dotychczas sprawiało mu to złośliwą uciechę. Duży wpływ na jego decyzję miał także fakt, że odbierze Dumbledore'owi jego skarb, jego fatum, jego broń, jego jedyny element, który zawsze świadczył na korzyść Jasnej Strony. To wszystko miało być teraz jego. Wcale nie był przesadnie optymistyczny – nazywał to realizmem, w końcu zawsze otrzymywał to, co chciał. Pragnął być w Slytherinie – był w Slytherinie; pragnął być najlepszym uczniem – był najlepszym uczniem; pragnął odkryć i otworzyć Komnatę Tajemnic – odkrył i otworzył Komnatę Tajemnic; pragnął zostać prefektem – uczyniono go prefektem; pragnął mieć nowe ciało – otrzymał nowe ciało, które niedawno udoskonalił za pomocą eliksiru Severusa; pragnął pozbyć się Potterów – cóż… to można wykreślić, ale prawie zawsze otrzymywał to, co chciał. I tym razem także nie będzie inaczej. Pełen takich pokrzepiających myśli podniósł się, wysyczał pożegnanie do Nagini i udał się do swoich komnat.

***


Gdy tylko Syriusz i Remus zniknęli za drzwiami swojej sypialni, Harry ponownie otworzył oczy i podszedł do jednego z okien z widokiem na jezioro. Nienawidził udawać przed swoim ojcem chrzestnym. Uważał, że jest to równoznaczne z kłamstwem, jednak nie chciał też obciążać go swoimi problemami. Ostatnio Syriusz wydawał się być naprawdę szczęśliwy, a to nie zdarzało się często. Jasno świecące gwiazdy odbijały się na niewzruszonej tafli jeziora, co sprawiało wrażenie, jak gdyby znajdywało się tam drugie niebo. Zakazany Las także wyglądał nadzwyczaj cicho i spokojnie, chociaż Harry doskonale wiedział, że w rzeczywistości był niebezpieczny i zdziczały. Chatka Hagrida, choć w tym momencie niezamieszkana (jej właściciel udał się z wizytą do Beauxbatons), wydawała się wyjęta wprost z mugolskiej bajki.
Dlaczego? To właśnie pytanie wciąż i wciąż do niego wracało, a on nie potrafił udzielić na nie odpowiedzi. Z takim natłokiem myśli nie mógłby zasnąć, nawet gdyby chciał. Ale to nie był problem, i tak nie lubił spania. Problemem za to był powód, dla którego tak nie lubił zapadać w sen – koszmary. Harry nie był już nawet w stanie przypomnieć sobie nocy, w której nie obudziłby się, krzycząc i rzucając się na łóżku. Dlatego właśnie postanowił nie pozwalać sobie na sen. Istotne było też to, że dzięki temu nigdy nie pozostawał całkowicie bezbronny. Chociaż oczywiście w Hogwarcie nie trzeba było martwić się o bezpieczeństwo, mając pod nosem Dumbledore’a i jego wspaniałe zaklęcia obronne. Fakt, że nawet jego wewnętrzny głos brzmiał ironicznie i gorzko był nieco niepokojący. Ochrona dyrektora nie pomogła mu w tym roku, w zeszłym zresztą też nie…
„Lepiej o tym nie myśl”, nakazał sobie i postanowił wyjść na nocny spacer, skoro spanie i tak nie wchodziło w grę. Cicho wyszedł z pokoju i, używając jednego ze znanych mu skrótów, udał się do frontowych drzwi, skąd pomaszerował w stronę Zakazanego Lasu. Prawda, był on niebezpieczny i zdziczały, ale nie dla Harry’ego Pottera. Większość zwierząt, stworów i duchów i tak była po jego stronie. Teraz zaś miał zamiar spotkać się z jednym z jednorożców lub centaurów, który zapewni mu taką ochronę, że będzie mógł czuć się bardziej niż bezpiecznie.
- Cześć, Niveusie – przywitał się Harry, uśmiechając się delikatnie, gdy nos jednorożca dotknął jego brzucha. – To był ciężki dzień! – oznajmił, wdrapując się na srebrny grzbiet.

***

- Gdzieś ty był? – ostrym głosem zapytał Minister, który najwyraźniej w pełni doszedł do zdrowia po wczorajszym szoku. Teraz zaś podjął postanowienie, by zastąpić swoją opryskliwą postawę jeszcze bardziej opryskliwą postawą.
Harry zamknął drzwi od biura Dumbledore’a i razem z Syriuszem uniósł brew, wspaniale naśladując grymas Snape’a.
– Byłem na przejażdżce. A z tego co wiem, Wąchacz po prostu zaspał.
- Nie obchodzi mnie ten twój pies – wybulgotał Knot, uderzając pięścią w biurko Dumbledore’a.
- To po co pan pytał? – odpowiedział chłopak niewinnie, udając zaintrygowanego. Następnie usiadł na krześle obok Lupina, który tym razem zajął miejsce profesor McGonagall.
Minister postanowił zmienić temat rozmowy:
- Na czym to niby jeździłeś? Hogwart nie ma żadnych stajni…
- Tak się składa, że ma. Wie pan coś o testralach? A odpowiadając na pańskie pytanie - na jednym z jednorożców. Mam go opisać? Był biały, chociaż wokół oczu sierść miała srebrny odcień, kręty róg na łbie, złote kopyta, oczy koloru… - prześmiewczym głosem ciągnął Harry.
- Doskonale wiem, jak wyglądają jednorożce! A tobie nie wolno na nich jeździć! – wtrącił Knot, mnąc w dłoniach melonik.
- Cóż, Ministrze, można powiedzieć, że normalnie równie niewykonalne jest przeżycie uśmiercającego zaklęcia – rozległ się mroczny głos. Mężczyzna, wyglądający na około dwadzieścia lat, swoimi krwistoczerwonymi oczami przyglądał się pomieszczeniu. To skutecznie uciszyło Knota i pozwoliło Dumbledore'owi przedstawić Harry’emu gościa, który właśnie zabrał głos. To nie było jednak konieczne, ponieważ od chwili przekroczenia progu gabinetu chłopak doskonale wiedział, kim jest przybysz. Jego blizna intensywnie dawała o sobie znać.
- Harry, jestem pewny, że rozpoznajesz Toma, chociaż oczywiście sporo zmienił się od waszego ostatniego spotkania.
Czarny Pan wyciągnął rękę, by uścisnąć Harry’emu dłoń, ten jednak odmówił:
- Doceniam gest, ale blizna boli mnie na tyle, że nie chcę tego pogarszać, wielkie dzięki – wytłumaczył, a następnie zapytał, po co się tu zebrali.
- Ach, właśnie, skoro już jesteśmy przy temacie. Poprosiłem Severusa, by sporządził eliksir, który zlikwiduje ten ból – radośnie oznajmił Dumbledore, ignorując coraz groźniejsze spojrzenie Snape’a.
- Świetnie, ale po co tu jesteśmy? – ponownie zapytał Harry.
- Oczywiście by dokończyć negocjacje – odpowiedział Tom Riddle. – Chyba nie sądziłeś, że tak po prostu zaakceptuję twoje warunki?
- Skąd. Jakie masz zastrzeżenia? – odparł płasko Harry, lecz odpowiedź Voldemorta została przerwana przez Ministra:
- Przede wszystkim chcę zobaczyć ten kontrakt. Nie będziecie decydować za naszymi plecami. Wykazałem tolerancję tylko raz, i na tym koniec.
Przedmioty w całym pokoju zaczęły nagle trząść się, podskakiwać i wybuchać, a jeden z wyjątkowo grubych tomów stoczył się z półki wprost na głowę Knota, który zemdlał, ze stłumionym okrzykiem na ustach. Syriusz zaszczekał i skrył się pod krzesłem Harry’ego. Dumbledore zaczął nucić pod nosem coś, co podejrzanie przypominało „Jingle bells”, Czarny Pan wydawał się tłumić śmiech, natomiast wzrok Snape’a zdawał się pytać, za jakie grzechy przyszło mu to znosić. Lupin wyjął różdżkę, rzucając parę zaklęć ochronnych i spokojnie czekał, aż Harry raczy się uspokoić. Malfoy i Lestrange kompletnie zaś zignorowali całe zamieszanie.
- Przepraszam – dobiegł do nich po chwili głos chłopaka, którego twarz pokryta była kurzem.
- Ależ żaden problem. Chociaż sądzę, że Korneliusz będzie odmiennego zdania – odparł Dumbledore, mrugając do Harry’ego.
Chłopiec rzucił mu dziwne spojrzenie, ale powstrzymał się od wyjaśnienia, że przeprosiny kierował do Syriusza, który w tym momencie z pasją lizał mu rękę.
- Wracając więc do tego, co chciałem powiedzieć, zanim nam tak bezczelnie przerwano, sprzeciwiam się kontynuowaniu twojej nauki w Hogwarcie, Harry – odezwał się Riddle, wciąż z rozbawionym uśmieszkiem błąkającym się na ustach. – Oznaczałoby to, że praktycznie cały czas spędzalibyśmy osobno. Skoro mamy być małżeństwem, jest to niedopuszczalne.
- Więc ty także będziesz musiał pozostać w szkole – wyjaśnił stanowczo Harry. – Hogwart to mój dom.
- Twój dom jest tam, gdzie jestem ja – odparł ozięble Voldemort.
- Ależ to doskonały pomysł. Jak sądzisz, Tom, dasz radę nauczać w przyszłym roku Obrony Przed Czarną Magią? W ten sposób Harry pozostanie w Hogwarcie, jednocześnie nie tracąc twojego towarzystwa – radośnie zawołał dyrektor, zacierając z zadowolenia ręce.
Natomiast Tom miał minę co najmniej sceptyczną, ale mimo to kiwnął głową:
- To mogłoby być możliwe. Ale w takim razie domagam się usunięcia punktu o wizytach przyjaciół, skoro i tak będziesz widywał ich w szkole.
- Ale to uniemożliwi mi kontaktowanie się z Syriuszem i profesorem Lupinem – zaprotestował Harry, dla pewności rzucając ostrożne spojrzenie na nieprzytomnego Ministra.
- Wydawało mi się, że oni także tu zostają – odpowiedział Voldemort, unosząc brew.
- Tylko do rozpoczęcia roku szkolnego. Planujemy zakup domku gdzieś koło szkockiej granicy, jeśli to nie problem – odparł grzecznie Remus. Syriusz z kolei warknął i ukazał zęby.
- Połowa wakacji i każdy pierwszy weekend miesiąca – zaproponował beznamiętnie Czarny Pan, choć czerwone oczy zdradzały jego gniew.
- Połowa wakacji, co drugi weekend i wizyty, gdy tylko sobie tego zażyczą – odparł drobny chłopiec, z ogniem płonącym w szmaragdowych oczach.
- Połowa wakacji, co drugi weekend i wizyty w nagłych wypadkach – targował się Tom, obracając różdżkę w swoich długich i smukłych palcach.
- A co uznajesz za nagły wypadek? – zapytał Lupin.
Voldemort zamyślił się chwilę, po czym rzekł:
- Gdy któryś z was będzie umierał.
Harry zacisnął pięści, starając się odpędzić myśli od wzmagającego się bólu, który narastał w okolicy pleców, żołądka i głowy. Próbował przy tym opanować gniew:
- Nie ma takiej możliwości! Nagły wypadek jest zawsze, gdy mnie potrzebują. Powiem im, by nie przychodzili, jeśli nie mają konkretnego powodu.
- Będziesz przy mnie zawsze, gdy tego zażądam! Będę też pokrywał twoje wydatki, gdyż ty nie masz takiej możliwości! I nie będziesz używał magii na mnie lub na śmierciożercach w celu zadania bólu lub upokorzenia nas – wysyczał Voldemort.
- Wyślesz Glizdogona do Ministerstwa? – słabym głosem zapytał Harry.
- Tak!
- Zgoda! – stwierdził Harry, po czym pociemniało mu przed oczami i zemdlał.


Rozdział 3. W skrzydle szpitalnym



Pierwszą osobą, która pojawiła się przy boku Harry’ego był Snape. Zignorowany przez niego Syriusz, zaskamlał i pchnął go swoim mokrym nosem, jednak nie doczekał się reakcji ze strony Mistrza Eliksirów, który w tym momencie sprawdzał puls chłopaka. Chwilę później dołączył do nich Remus, układając zwiotczałe ciało w swoich ramionach i wybiegając z biura z Syriuszem depczącym mu po piętach. Za nimi pospieszyli Snape i Dumbledore, równie szybko, choć dostojniej, z gabinetu wybiegli śmierciożercy na czele z Voldemortem. Wszyscy dotarli do skrzydła szpitalnego, wpadając na zszokowaną panią Pomfrey.
- Co my tutaj mamy? Syriuszu, uspokój się, nic nie pomożesz miotając się jak szalony… - zaczęła mówić, jednak przerwała, gdy tylko zdała sobie sprawę, czyje ciało leży w ramionach Remusa. – Na Merlina! Wnieście go tu, tylko ostrożnie.
Po szybkim zbadaniu chłopaka, sprawdzeniu źrenic i pulsu, który na szczęście wciąż był wyczuwalny, zapytała ostro:
- Zażył jakąś truciznę?
- Sądzisz, że się otruł? – W głosie Snape’a wychwycić można było wzgardę i coś na kształt rozczarowania.
- Nie bądź śmieszny! – zirytowała się pani Pomfrey. – Może mi w końcu ktoś powiedzieć, czy zażywał jakąś truciznę?
- Nie zażywał – udzielił odpowiedzi wilkołak, wymieniając szybkie spojrzenie z psem siedzącym mu u stóp. – Wszystko z nim w porządku?
- Zapewniam cię, bywało gorzej. A teraz wynocha stąd, wszyscy! – nakazała ze srogą miną, a następnie podążyła do swojego gabinetu, wracając po chwili z dwoma fiolkami. Jedna z nich była wypełniona bulgoczącym czerwonym płynem, druga natomiast lśniła jasnoniebiesko. Snape natychmiast rozpoznał eliksiry, gdyż sam nieraz ich używał – były to bardzo mocne leki uśmierzające ból, które w jego przypadku znajdywały zastosowanie po długich nocnych turach z zaklęciem Cruciatus.
Widok tak różnych pięciu mężczyzn, ściśniętych przed zamkniętymi drzwiami, z wyraźnie przygnębionym wielkim psem u stóp, musiał być dość zabawny. Wszyscy mieli na twarzach identyczne wyrazy zatroskania lub, jak w przypadku byłych Ślizgonów, wystudiowanej obojętności. Najwyraźniej martwili się o niezbyt dobrze znanego im chłopca, co zapewne zostało spowodowane tym, że nie mieli najbledszego pojęcia, co może mu dolegać. Snape zastanawiał się niejasno, co wśród nich robi jeszcze Czarny Pan, ale w tym momencie miał inne sprawy na głowie. Na przykład próby zrozumienia, dlaczego Potter zemdlał nagle w trakcie rozmowy. Oczywiście znał odpowiedź, chłopak cierpiał, i to straszliwie, ale to nie wyjaśniało jeszcze, czemu nie było żadnego ostrzeżenia. Nie było, prawda? Niepewność doprowadzała go do szału. Nie mówiąc już o irytującym Lupinie, przemierzającym korytarz w te i wewte. I Dumbledorze, zajętym teraz ssaniem tych swoich cholernych dropsów! Przecież one nawet nie były smaczne. Przede wszystkim nie smakowały ani trochę jak cytryna i na pewno nie miały w składzie tego owocu. Na Merlina, myślał o dropsach cytrynowych! Naprawdę musi znaleźć sobie jakieś zajęcie. Obchód korytarza nagle zaczął być kuszącym pomysłem.
W tym samym czasie Tom Marvolo Riddle zajmował swoje myśli zupełnie czymś innym. Nie na próżno był najlepszym uczniem Hogwartu. Doskonale wiedział, do czego służy jasnoniebieski płyn, który pielęgniarka zaniosła chłopakowi. Był świadom, że jego obecność powoduje u młodego bohatera ból, ale nie wiedział, że będzie to aż tak… przytłaczające. Coś trzeba było z tym zrobić. Czy ten stary głupiec nie wspominał o jakiejś miksturze? Nie był do końca pewny, podczas poprzedniej rozmowy zajęty był uważnym wpatrywaniem się w swojego narzeczonego, gdyż ten jawnie go obraził (no i nie ukrywajmy, był oszałamiająco przystojny). Nie powinien być jednak dla niego miły? Na Salazara, przecież zaoferował im wszystkim pokój, powinien być cholernie wdzięczny! Najwyraźniej wcale tak nie było. Zapewne chciał swoim omdleniem wzbudzić wokół siebie kolejną aferę i zyskać ich współczucie. Tak, na pewno o to chodziło.
Z kolei Remus był całkowicie przekonany, że Harry’emu coś poważnie dolega. W desperacji starając się wywnioskować, co było nie tak z chłopakiem, spacerował w kółko tuż przed wielkim nosem Snape’a. Wiedział, że zna wszystkie elementy układanki – Harry był chudszy, wzdrygnął się, gdy chcąc zwrócić jego uwagę Lupin położył mu rękę na plecach, w jego oczach widoczny był ból i przerażenie, a na dodatek jeszcze ci dziwni mugole... Miał ochotę zacząć walić głową w ścianę, na szczęście powstrzymał go zdrowy rozsądek. Rozpoczął kolejną turę spaceru wzdłuż korytarza, gdy wtem zauważył Syriusza, którego uszy zwrócone były w kierunku skrzydła szpitalnego.
- Syriuszu Orionie Black! – ryknął, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do swojego wilkołactwa. – Co ty sobie myślisz? – Wszyscy obecni przerwali swoje dotychczasowe zajęcia, obserwując teraz sprzeczkę dwóch Huncwotów. A raczej obserwując Remusa, który to zajęty był strofowaniem przyjaciela, w tym momencie wycofującego się powoli i wyraźnie pogrążonego w wyrzutach sumienia. – Jak w ogóle śmiesz podsłuchiwać swojego chrześniaka?! Gdyby chciał, byś wiedział, co z nim nie tak, z pewnością sam by ci powiedział, nie sądzisz?! I nie patrz tak, Black, granie małego zagubionego szczeniaczka nie podziała na mnie…
Tyrada Remusa została przerwana przez zbulwersowaną panią Pomfrey, która otworzyła drzwi tak gwałtownie, że zmuszona byłaby zająć się kolejnym pacjentem, gdyby Dumbledore w porę nie uskoczył.
- Po co te wszystkie krzyki?
- Mogłaby ich pani po prostu wpuścić? – cichy głos Harry’ego uratował Lupina od konieczności wyjaśniania sytuacji.
- Już o tym rozmawialiśmy, panie Potter. Dopóki w pełni nie powróci pan do zdrowia, nie ma mowy o żadnych odwiedzinach – warknęła pielęgniarka.
- Więc mam leżeć w łóżku przez cały tydzień? Zresztą, ostatnim razem to ja wygrałem kłótnię, więc proszę ich wpuścić. – Zgromadzonych na korytarzu ponownie dobiegł głos Harry’ego. Po kilku sekundach ciszy odezwał się znowu. – Proszę?
- Dobrze, pięć minut i ani sekundy dłużej – niechętnie zgodziła się pani Pomfrey, wycofując się, by przepuścić gości. – Ale ty masz nie ruszać się z miejsca, a zaraz po ich wyjściu zażyjesz swój eliksir. Zrozumiano?
Harry nachmurzył się, ale przytaknął:
- Zrozumiano!
Syriusz był pierwszy na łóżku Harry’ego, chociaż by być bardziej precyzyjnym trzeba dodać, że był jedyną osobą NA łóżku. Nawet sam dyrektor znalazł w sobie dość honoru, dostojeństwa, taktu czy czegokolwiek, co powstrzymało go od wskoczenia na posłanie. Następnie przy chłopcu znalazł się Lupin, który zajął miejsce na krześle, wciąż jednak rzucając animagowi groźne spojrzenia.
- W porządku Remusie, i tak niczego nie usłyszał. Ale mimo wszystko dziękuję – oznajmił chorobliwie blady chłopiec z uśmiechem wdzięczności na ustach.
- Skąd możesz to wiedzieć? – zapytał z drwiną Lucjusz Malfoy, chociaż Harry był pewien, że nadał swojemu głosowi taki ton, by ukryć ciekawość.
Uśmiechnął się lekko i odpowiedział:
- Bo gdyby wiedział, nie siedziałby tak spokojnie na moim łóżku. – Syriusz poderwał gwałtownie głowę, co wyglądało nieco dziwnie, gdyż znajdowała się ona obecnie pod ramieniem chrześniaka. – Jeśli nie macie nic przeciwko, chciałbym jak najszybciej zakończyć już tę sprawę. Voldemort, chciałbyś jeszcze coś wyjaśnić, zanim podpiszemy dokument? – Teraz jego głos brzmiał inaczej, był kompletnie wyprany z emocji.
- Nie mam nic więcej do dodania w kwestii kontraktu, ale wciąż jeszcze musimy ustalić datę… - zaczął Czarny Pan.
- Niedziela za dwa tygodnie, jeśli ci pasuje – zasugerował beznamiętnie, kalkulując, że zostało mu jeszcze półtora tygodnia na powiadomienie przyjaciół o zaistniałej sytuacji.
Voldemort pokiwał głową:
- Rozumiem, że ślub ma odbyć się w Hogwarcie?
- Brzmi świetnie – odpowiedział dyrektor z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy. – Sądzę, że zdążymy z wszelkimi przygotowaniami na czas. O to więc nie trzeba się martwić… Harry, teraz stworzę świstoklika, byś do tego czasu mógł powrócić do domu ciotki i wuja.
Twarz chłopca zbladła jeszcze bardziej, gdy zacisnął pięści i oznajmił:
- Nie wracam tam!
- A gdzie indziej miałbyś pójść? – zapytał Dumbledore, mrugając wesoło.
Harry nie był w stanie sformułować odpowiedzi, w cichym przerażeniu wpatrując się w twarz dyrektora. Pomoc przyszła z całkowicie nieoczekiwanej strony.
- Właściwie to syn poprosił mnie, bym zaprosił pana Pottera na resztę wakacji do naszego dworku – wtrącił gładko Lucjusz Malfoy, widząc bezradność w zielonych oczach.
- Dlaczego nic nam nie powiedziałeś? – zapytał zaskoczony wilkołak.
- Nie sądziłem, że zaakceptujecie moją przyjaźń z Draco, zawsze byliście raczej negatywie nastawieni do ogółu Ślizgonów – skłamał Harry, posyłając Malfoyowi pełne wdzięczności spojrzenie. – I oczywiście akceptuję pańskie zaproszenie.
- Wybacz, że rujnuję twoje plany, ale pani Pomfrey najprawdopodobniej zechce jeszcze trochę cię tu zatrzymać, biorąc pod uwagę fakt, że niedawno zemdlałeś – wtrącił Dumbledore, nie całkiem zadowolony z obrotu wydarzeń.
- Nic się nie stało, dyrektorze – odpowiedział Harry, za wszelką cenę starający się zachować spokój i opanowanie. – Z pewnością pani Pomfrey przyzwyczaiła się już, że nie zostaję w skrzydle szpitalnym tak długo, jak ona by chciała.
- Coś w tym jest – odparła pielęgniarka z grobową miną, choć w oczach dostrzec można było iskierki rozbawienia. – Możesz iść, ale nie przemęczaj się, bo następnym razem, gdy tu się zjawisz, zamknę cię na klucz.
- Świetnie. - Harry uśmiechnął się do czarownicy i wyskoczył z łóżka, odrobinę się chwiejąc. – Przyrzekam, że następnym razem, gdy się zobaczymy będę całkowicie przytomny.
- Idziemy? – zapytał Lucjusz Malfoy, oferując chłopcu ramię. – Po drodze możemy wstąpić po twoje rzeczy.
Harry pokiwał posępnie głową, uściskał szybko Remusa i Syriusza i pomachał do pani Pomfrey. Przed wyjściem zdążył jeszcze rzucić wyzywające spojrzenie Dumbledorowi i zerknąć na Snape’a.
- Dziękuję, panie Malfoy – powiedział, gdy wyszli przez główne wejście i przemierzali błonia zamku. – To było bardzo miłe z pana strony, tak sądzę…
- Nie ma za co. Również tak uważam – śmierciożerca wygiął wargi w zadowoleniu. Można było wręcz pomyśleć, że był to uśmiech.
Po chwili Chłopiec-Który-Przeżył zapytał niepewnie:
- Nie chcę o to pytać, ale czy byłby pan tak miły i pożyczył mi trochę pieniędzy, bym mógł dostać się na ulicę Pokątną?
- Po co chcesz się tam udać? Tylko nie mów, że w końcu zdecydowałeś się na zakup jakichś przyzwoitych ubrań! – mężczyzna próbował mu dokuczyć, choć istotnie nie miał bladego pojęcia, po co chłopak chciał tam pojechać.
Jego odpowiedź zmieszała odrobinę Harry’ego:
- Cóż, chciałem zatrzymać się w Dziurawym Kotle, a skoro nie mam przy sobie pieniędzy…
- Nie chcesz więc zostać w moim dworku? - zapytał nieco zawiedziony śmierciożerca; przygotował się już do tego, że ugości chłopaka przez kilka dni.
- Ta propozycja była prawdziwa?
- Oczywiście!
- W takim razie przyjmuję ją! – odpowiedział z uśmiechem. Obaj dotarli właśnie do wielkiej czarnej limuzyny i wsiedli do niej, z pomocą podskakującego skrzata domowego.
Wnętrze było nawet większe od tego, jak wyobrażał je sobie Harry. Samochód był wyposażony w kominek, dużą biblioteczkę, planszę do gry w szachy, trzy fotele, ciemną skórzaną sofę, barek z trunkami i drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do łazienki.
- Rozgość się – zaoferował Malfoy. – Chciałbyś się czegoś napić?
- Nie, dziękuję, panie Malfoy – odrzekł Harry, siadając na fotelu znajdującym się najbliżej kominka. – Ale mógłbym dostać jakiś koc lub coś takiego?
- Oczywiście. – Mężczyzna pstryknął palcami i w tym samym momencie pojawił się wśród nich kolejny skrzat domowy, tym razem z grubym wełnianym pledem w rękach. – Nie zdawałem sobie sprawy, że jest zimno.
- Zapewne nie jest – odpowiedział Harry, rezygnując z wyjaśniania, że czuje chłód z powodu swojej choroby. – Panie Malfoy, to nie Draco mnie zaprosił, prawda?
- Nie, w chwili obecnej bawi się w Hiszpanii ze swoją matką i przyjaciółmi – odpowiedział mężczyzna, rozbawiony widoczną ulgą, która pojawiła się na twarzy chłopaka po jego słowach. Decydując nie poruszać tego tematu, rozsiadł się na sofie. – Mogę spytać, czemu nie masz pieniędzy?
Harry’emu niezbyt spodobał się kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa. – Cóż, widzi pan… - zaczął, po czym postanowił wyrzucić to z siebie tak szybko, jak to możliwe. – Dursleyowie zdecydowali nie dawać mi żadnych mugolskich pieniędzy, gdyż w ich opinii zapewnienie mi dachu nad głową było już i tak nazbyt wielką łaską. Za każdym razem, gdy przekraczałem próg ich domu natychmiast zabierali mi wszystkie moje rzeczy, bym nie miał możliwości zrobienia czegoś, w ich opinii, dziwacznego. Stąd też nie mam nawet czarodziejskich pieniędzy.
Malfoy wydawał się zdziwiony, a gdyby ktoś zdołał dostrzec coś przez maskę obojętności na jego twarzy, dostrzegłby nawet szok. – A więc dlatego nie chcesz tam wracać. Teraz już rozumiem.
- Nie, nie rozumie pan – odpowiedział gwałtownie Harry. – Naprawdę sądzi pan, że jestem na tyle zepsuty, by odmówić mieszkania u wujostwa tylko dlatego, że nie dostaję dość słodyczy? W takim razie może pan swobodnie dołączyć do klubu Snape’a!
Z tymi słowami na ustach odwrócił się, zacisnął dłonie na kocu i zamknął oczy, sygnalizując, że uważa rozmowę za skończoną. Lucjusz nie odezwał się, mając teraz na głowie inne rzeczy i niekoniecznie pragnąc zmierzyć się w tym momencie ze wściekłym Harrym Potterem. By być szczerym, nigdy nie chciał do tego doprowadzić, zbyt bardzo lubił swoje ciało takim, jakie jest, wielkie dzięki. Tak więc teraz pogrążył się w myślach. Nie, żeby nie myślał nieustannie, teraz po prostu robił to w konkretnym celu (no nie, teraz to zabrzmiało jak zbrodnia).
Harry Potter był w jego limuzynie, zmierzał do jego dworku, a on wcale nie miał tego w planach. Mogło to stanowić pewien problem. Malfoyowie po prostu nie robili rzeczy instynktownie, to się nie zdarzało. Wcale nie musi być źle, przekonywał sam siebie. Ostatecznie jego dworek był na tyle duży, że nawet jeśli nie będzie miał ochoty przebywać w towarzystwie Gryfona, z łatwością go uniknie. A Czarny Pan nie powiedział słowa sprzeciwu na temat tej nieoczekiwanej wizyty chłopca w jego domu. „Prawdopodobnie dlatego, że był zbyt zaskoczony, a ostatecznie wcale jeszcze nie uzgodniliście, że Harry zostanie w twoim dworku” – odezwał się mały irytujący głosik w jego głowie. Przejeżdżali właśnie przez Londyn, a skrzat domowy nalewał mu kolejnego drinka. Ostatecznie mógł przez jakiś czas przypilnować chłopaka, w końcu miał on wkrótce wyjść za jego Pana. A jeśli wlepianie wzroku w Pottera przez Czarnego Pana przez całą rozmowę mogło coś sugerować, to tylko to, że był on już całkiem zainteresowany swoim narzeczonym. Czarnoksiężnik przedstawił mu już powody, dla których chce poślubić tego chłopca – dawało im to wielką przewagę, cenne źródło mocy, więcej wolności, dzięki czemu łatwiej będzie im planować wszelkie akcje. No i, oczywiście, nie będą musieli bać się aresztowania. Ale Malfoy nie był całkowicie przekonany, co do tego, czy tylko to nim kierowało. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Czarny Pan zdecydowanie nie był aż tak samolubny. Kto nie chciałby mieć za męża kogoś takiego, jak Harry Potter? Przystojnego, mądrego, odważnego, sprytnego, potężnego, interesującego, sławnego, lojalnego i wrażliwego. Śmierciożerca wciąż prowadził swój wewnętrzny dialog, przekonując sam siebie, że w tym chłopcu było coś jeszcze. Coś, czego na razie nie odkrył, ale już wkrótce miał okazję poznać.
„Wkrótce”, ku jego zdziwieniu nadeszło już niecałą godzinę później, gdy zaparkowali przed domem o numerze czwartym przy Privet Drive w Little Whining.
Obudził Harry’ego, informując go, że są już na miejscu i że powinien wyjść spakować swoje rzeczy. Nie przeszło mu nawet przez myśl, by zaoferować swoją pomoc. Zresztą doskonale wiedział, że skrzatka domowa – czy na imię nie było jej przypadkiem Chwiejka? – zrobi to za niego. Rozparł się wygodnie na sofie, próbując zdecydować, czy postawienie gargulca w pobliżu sypialni zrujnuje współczesny styl panujący w pokoju (widzicie, mówiłam, myśli przez cały czas).
Harry wysiadł z limuzyny, zauważając samochód wuja na podjeździe i światło dochodzące zza okien salonu. Wywnioskował, że cała rodzina Dursleyów siedzi właśnie na kanapie w dużym pokoju i ogląda jakiś film akcji, najprawdopodobniej pełen strzałów i bitew lub nagich kobiet, a jeśli szczęście im dopisywało, i tego i tego. Jedna rzecz jednak była pewna: szczęście z pewnością nie dopisywało dzisiaj jego osobie. Zanim otworzył jasnobłękitną furtkę zaczerpnął kilka głębokich oddechów, starając się powstrzymać drżenie i ukryć narastające przerażenie. Pukając niepewnie do drzwi wyrzucił sobie, że głupia gryfońska duma nie pozwoliła mu na poproszenie Lucjusza Malfoya o towarzystwo. Jednak było już za późno.
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a w powstałej szparze pojawiła się wielka, czerwona twarz:
- Czego… - Harry poczuł ulgę, widząc, że wuj Vernon postanowił być opryskliwy dla wszystkich. Tymczasem mężczyzna zdał sobie sprawę, że osobą stojącą na ganku jest jego własny siostrzeniec. – Och, wróciłeś chłopcze, jestem pewny, że bardzo za nami tęskniłeś – powiedział fałszywie słodkim głosem, łapiąc młodego czarodzieja za ramiona, wciągając do środka, a następnie zatrzaskując gwałtownie drzwi.
- Przyszedłem tylko spakować swoje rzeczy… - próbował poinformować go Harry, ale pięść wuja skutecznie mu przerwała, powalając go na podłogę.
„Jak mogłem być taki głupi i nie przewidzieć, że to się stanie?”, pomyślał gorzko, gdy kolejne uderzenia i kopniaki maltretowały jego ciało.
W tym czasie Lucjusz Malfoy siedział wygodnie na ulubionym fotelu, popijając powoli ze swojej szklanki szkockiej, tworząc w głowie listę rzeczy, które musi wkrótce zrobić. W większości punkty ograniczały się do „rozkazać skrzatom domowym wysprzątanie poddasza w zachodnim skrzydle” lub „nakazać sługom dokupienie większej ilości lodów z wiórkami czekoladowymi”. W tym momencie jeden ze wspomnianych skrzatów pojawił się tuż przed nim, z paniką wymalowaną na drobnej twarzy. Podskakując jak szalony zaczął krzyczeć piskliwym głosem:
- Panie Malfoy, panie Malfoy, musi pan pójść z Chwiejką, pan Harry Potter jest w niebezpieczeństwie. Panie Malfoy, musi go pan uratować. Musi pan uratować…
Tego było już za wiele. Śmierciożerca wyskoczył ze swojego fotela, z taką godnością, na jaką stać tylko Malfoyów, gdy się wyjątkowo śpieszą, wybiegł z samochodu i pognał do domu Dursleyów, po drodze celując w drzwi różdżką i krzycząc „Alohomora!”. Oczywiście natychmiast otworzyłyby się, gdyż mugole nie byli w stanie zapobiec temu za pomocą magii, ale coś wielkiego tarasowało właśnie wejście i uniemożliwiało dostanie się do środka. Tym czymś był Vernon Dursley, tak pochłonięty znęcaniem się nad siostrzeńcem, że nawet nie zauważył wysokiego blondyna stojącego za jego plecami, dopóki nie wyleciał w powietrze, kończąc swój lot na ścianie naprzeciwko.
- Posłuchaj mnie, mugolu – warknął poruszony Malfoy. – Nigdy więcej nie podniesiesz ręki na swojego siostrzeńca. Zostaniesz w tym domu, a jeśli szczęście ci dopisze i Czarny Pan zrezygnuje z kary, pozostaniesz przy życiu, chociaż na twoim miejscu nie liczyłbym na to. Zrozumiałeś?
Dursley zachłysnął się i pokiwał głową, następnie zaś przeczołgał się do innego pokoju.
Bolesny kaszel, który wyrwał się z gardła Harry’ego odciągnął Lucjusza od rozmyślań nad swoim śmierciożerczym powołaniem. Pochylił się nad zwiniętym ciałem na podłodze, ale gdy tylko próbował przewrócić je na drugą stronę, chłopak zaczął trząść się tak gwałtownie, że nie próbował robić tego raz jeszcze.
- Potter? – powiedział najłagodniejszym głosem, na jaki było go stać. – Harry? Już w porządku. Już nigdy więcej cię nie dotknie, jesteś bezpieczny. Obiecuję…
Oczy chłopaka zatrzepotały gwałtownie, a on sam wyjąkał:
- Nie… nie mów nikomu.
Twierdzenie, że Lucjusz był zdziwiony byłoby niedopowiedzeniem. Twierdzenie, że był zmartwiony, byłoby niedopowiedzeniem roku. Na razie jednak musiało to zaczekać.
- Harry? – zaczął ponownie. – Nie jestem uzdrowicielem. Muszę zanieść cię do Świętego Munga lub do Hogwartu, gdzie wolisz?
- Nigdzie. Przysięgam, nie umrę, za parę dni będę wyleczony, tylko proszę, nie… - głos ponownie mu się załamał.
Dlaczego nie chciał udać się do uzdrowiciela? To, że go potrzebował było oczywiste, nawet w oczach śmierciożercy. Dlaczego nikomu nie zdradził, z jakiego powodu nie chce wracać do wujostwa? Gdyby Dumbledore o tym wiedział, z pewnością pozwoliłby zostać mu w ciągu lata w Hogwarcie. Dla każdego innego ucznia byłby to oczywisty wybór. A Harry przecież był Złotym Chłopcem Dumbledore’a, na Salazara!
Lucjusz Malfoy nie był jednak człowiekiem, który wierzył, że to, co wydaje się być oczywiste, zawsze jest słuszne. Delikatnie zbliżył się do chłopca i powiedział:
- Dobrze, zawrzyjmy układ. Nikomu o tym nie powiem, nie zaniosę cię też do uzdrowiciela, pod warunkiem, że stan twojego zdrowia poprawi się w ciągu trzech dni. Zabiorę cię do mojego domu, a ty zażyjesz każdy eliksir, który uznam za słuszny. Stoi?
Nastąpił krótki moment ciszy, w ciągu którego Harry zdawał się szukać czegoś w oczach drugiego mężczyzny. Widocznie to znalazł, bo szepnął „Stoi!”, jeszcze słabszym głosem niż poprzednio i zamknął oczy.
Malfoy postanowił zabrać go do samochodu, a potem jak najszybciej dostać się do dworku.
- Będę musiał cię ponieść – poinformował Harry’ego.
- Drętwota.
Dobrą chwilę zajęło śmierciożercy domyślenie się, co młody czarodziej miał na myśli. – Jesteś pewny?
Chłopiec wyraźnie spiął się i zacisnął zęby, ale jednocześnie kiwnął głową. Malfoy rzucił zaklęcie, po czym wziął zwiotczałe ciało w ramiona i ruszył w stronę limuzyny. Chwiejka deptała mu po piętach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ważka dnia Wto 20:50, 05 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Mariszka
Iluzjonista
Iluzjonista




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 29 Cze 2008
Posty: 198
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z mamusi
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Wto 22:31, 05 Maj 2009    Temat postu:

łi łi łi! Aj lajk it! Kiedy więcej? Chcę więcej!
a tak bardziej konstruktywnie- odczuwam ustawiczny brak pary HP/LV więc niesamowicie uradowałaś mnie tym fikiem. Ma w sobie coś ciekawego i innego. Motyw ze ślubem był już wiele razy wykorzystywany, ale nie o tym mówię. Harry nareszcie nie jest ciapą i rozlewającym się kluchem, już nie mogłam tego wytrzymać. Drops nie jest ukochany przez wszystkich i wybielony wybielaczem. Nie zaglądałam do oryginału, ale wydaje mi się, że bardzo dobrze poradziłaś sobie z tłumaczeniem.
Chcę dalej, dalej, więcej!
oł jea!Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Last Unicorn
Iluzjonista
Iluzjonista




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 26 Cze 2008
Posty: 258
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miasto przygraniczne
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Wto 23:56, 05 Maj 2009    Temat postu:

No więc przeczytałam sobie pierwszą część i uznałam, że było nie tylko niekanonicznie, ale też dziwacznie (dziwacznie w złym sensie). Niekanoniczność mi nie szkodzi, ale pomysł z tym kontraktem wydał mi się straszny.
Po pierwsze - nie bardzo wiedziałam, czemu Voldemort miałby coś takiego wymyślić. Po drugie - reakcja wszystkich bohaterów na jego ofertę była kompletnie powalająca. Czarny Pan się oświadcza, a Harry - zamiast się zdziwić - rozpacza nad swoim nieszczęściem i jaką to on jest ofiarą, och, och!
Wiem jednak, że "sparowanie" tych dwóch czarodziejów jest okropnie trudne i rzeczywiście ciężko wymyślić sposób na zbliżenie ich do siebie. Dlatego właśnie cieszę się, droga Tłumaczko, że dodałaś od razu dwa kolejne rozdziały, bo bardzo chciałam się przekonać, czy moja ogromna chęć podarowania tekstowi szansy jest słuszna.
Nie pomyliłam się.
Autorka pisze takim lekkim stylem ( tłumaczenie musi być dobre, skoro widać ten odrębny sposób przekazywania treści). Czyta się przyjemnie, a przede wszystkim widzę sporo humoru podsuniętego nam delikatnie i nieprzymusowo na poważnej tacy.
Bohaterowie czasem zachowują się urzekająco kanonicznie, czasem irytująco niekanonicznie, a czasem interesująco niekanonicznie.
Chcę jednak podkreślić, że jestem bardzo na tak, a szczególnie od momentu, w którym wyjaśniły się nam z grubsza intencje Riddle'a.
Swoją drogą jego pomysł z kontraktem zaczyna mi się wydawać nawet logiczny Very Happy

Co do samego tłumaczenia - jest trochę zdań, które bym poprawiła, bo szyk wyrazów utrudnia płynność czytania, ale poza nimi wszystko brzmi spójnie i porządnie.
Pozostaje mi tylko podziękować Ci za wklejenie tego tekstu i oczekiwać niecierpliwie na nowy rozdział. Masz już ich trochę w zapasie, że pozwolę sobie zapytać?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Klio
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 05 Maj 2009
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Śro 15:39, 06 Maj 2009    Temat postu:

Muszę stwierdzić, że podobało mi się. Cieszę się, że dodałaś dwa odcinki naraz, dzięki temu dowiedziałam się więcej za jednym zamachem.
Kontynuując, uważam to opowiadanie za bardzo dobre i niezmiernie się cieszę, że postanowiłaś je przetłumaczyć. Naprawdę podziwiam wszystkich tłumaczy, dzięki nim takie osoby jak ja również mogą się cieszyć dobrą lekturą.
Błędów żadnych nie znalazłam (choć też nie szukałam), nie rzuciły mi się w oczy żadne zgrzyty. Z niecierpliwością czekam na kolejny przetłumaczony odcinek:)
Pozdrawiam i życzę weny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Ważka
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 24 Kwi 2009
Posty: 19
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Śro 16:29, 06 Maj 2009    Temat postu:

Bardzo dziękuję za wszelkie opinie. Przed wami kolejny, czwarty już, rozdział. Jak zawsze tekstem zajęła się niezastąpiona Seva.

Rozdział 4. Dworek Malfoyów

- Chwiejko, proszę, nudzę się. Chcę coś zrobić, cokolwiek. Cały ostatni tydzień spędziłem w tym pokoju, nie mogę już na niego patrzeć – jęknął Harry, nadając swojej twarzy błagalny wyraz.
- Nie cały tydzień, ale ostatnie trzy dni, panie Potter – poprawiła go skrzatka, podając mu tacę z jedzeniem. – A pan Malfoy zakazał opuszczania pokoju aż do czasu pana pełnego powrotu do zdrowia.
- Ale… - spróbował ponownie podjąć dyskusję, lecz jego słowa zostały przerwane przez głośne pukanie do drzwi.
- Mogę wejść? – zapytał Lucjusz Malfoy, po czym wkroczył do pokoju, mijając skrzatkę, która usłużnie przytrzymała mu drzwi. – Jak się czujesz?
- Czułbym się lepiej… - zaczął Harry, nagle przerywając. Przypomniał sobie grzeczne zachowanie gospodarza i pomoc, której udzielił mu w domu wujostwa. Dochodząc do wniosku, że nie przyjąłby najlepiej tak dziecinnego zachowania, rozpoczął ponownie:
- Przepraszam. Czuję się już lepiej, chociaż nadal jestem nieco otępiały. Ale poradzę sobie. Na pewno nie dolega mi nic takiego, co wymagałoby wypicia kolejnej porcji tych obrzydliwych mikstur.
Kąciki ust Lucjusza uniosły się lekko, gdy powiedział:
- Rozumiem. Chciałbyś może pozwiedzać dwór, a następnie udać się na krótką wycieczkę do parku?
Harry pokiwał głową i ostrożnie podniósł się z wielkiego łoża z baldachimem. Przy pomocy Malfoya włożył czarny płaszcz z zielonym obramowaniem, następnie pozwolił gospodarzowi rzucić na siebie zaklęcie rozgrzewające, po czym wślizgnął się w swoje stare buty.
Dworek Malfoyów był ogromny. Większość sufitów wisiała tak wysoko nad ziemią, że z trudem można było je dostrzec, a żadne z pomieszczeń nie było mniejsze od kuchni i salonu Dursleyów razem wziętych. Dodatkowo było całe mnóstwo pokojów przeznaczonych tylko i wyłącznie dla jednej konkretnej czynności. Tym sposobem istniały pomieszczenia do relaksu, czytania, nauki, spania, jedzenia, medytacji, uspokajania się, wracania do zdrowia, kąpieli, negocjacji, pracy oraz tańczenia. W opinii Harry’ego było to dość niepraktyczne, zwłaszcza zważywszy, że bardzo rzadko pokoje te znajdowały się blisko siebie. Wcześniej wyobrażał sobie, że dworek Malfoyów musi być albo utrzymany we wszystkich odcieniach czerni, albo udekorowany na wszelkie możliwe sposoby. Mylił się w obu przypadkach. Większość pomieszczeń, które mijali w drodze do ogrodu (lub parku, jak nazywał go śmierciożerca) była utrzymana w kosztownym, bezpłciowym i chłodnym stylu. Harry zmarszczył brwi. Pokoje wydawały się tak puste, jakby ich właściciele dawno już zniknęli, a pomieszczenia utrzymały swój schludny wygląd tylko dzięki magii.
- Gdzie pan mieszka, panie Malfoy? – zapytał cicho, gdy mijali salonik oświetlony jedynie antycznym żyrandolem.
Lucjusz z trudem powstrzymał zaskoczenie:
- Tutaj oczywiście, czemu pytasz? To jest mój dom!
- Dla mnie nie wygląda to jak dom – wyjaśnił niepewnie Harry, wzruszając lekko ramionami.
- A co ty możesz wiedzieć o prawdziwym domu, Potter? – próbował bronić się gospodarz, jednak natychmiast tego pożałował, gdyż chłopak wzdrygnął się i powiedział cicho:
- Ma pan rację, przepraszam za moje zachowanie. Może jednak pozwiedzamy pana dworek kiedy indziej…
- Nie, nie powinienem był tego mówić – otwarcie wyznał Lucjusz, lekceważąc starą zasadę rodziny Malfoyów, która zobowiązywała każdego członka do powstrzymywania się od przeprosin. – To było nieodpowiednie.
- W porządku – zgodził się Harry, uśmiechając się lekko. – I naprawdę chciałbym zobaczyć pana ogród!
Malfoy odwzajemnił uśmiech, prowadząc chłopca przez hall do ogrodu. Lub parku, bo trzeba było przyznać, że naprawdę zasługiwał na ten tytuł. W pobliżu białej ławeczki znajdował się strumień, prześlizgujący się wesoło pomiędzy kamieniami i skałami, wpadający do małego wodospadu.
- Zakładam, że to podoba ci się nieco bardziej, prawda? – uśmiechnął się pod nosem Malfoy, siadając na ławce. Z fascynacją i zachwytem obserwował, jak świeże powietrze rozluźnia napiętą twarz chłopaka, nadając jej prawie szczęśliwy wyraz.
- Jak tu spokojnie – odpowiedział Harry, wzdychając i siadając obok niego. – Tak tu żywo… I wiem, że nie może się pan doczekać, by zadać mi kilka pytań, więc śmiało, może pan zaczynać.
Śmierciożerca chwilę zastanawiał się, skąd chłopak mógł to wiedzieć, ale szybko zwyciężyła jego ciekawość:
- Mogę spytać, od kiedy byłeś tak traktowany przez wuja? I dlaczego?
- Chyba już to pan zrobił, prawda? – wystraszyło go to pytanie, ale nie pozwolił, by Malfoy się czegokolwiek domyślił. – Traktował mnie tak odkąd pamiętam, w tym roku jednak trochę się pogorszyło. Myślę, że mojemu wujostwu nie spodobały się groźby, które w ich stronę skierowali członkowie Zakonu Feniksa na peronie King’s Cross. A dlaczego? Ogólnie nie znoszą magii, a że przypadkiem ja jestem jej przedstawicielem, postanowili przelać tę nienawiść na mnie. Myślę, że w pewien sposób przypominają pana, choć w przeciwną stronę.
Gdyby w naturze Malfoyów dopuszczalne było gapienie się z opadniętą szczęką i w całkowitym osłupieniu wpatrywałby się teraz w chłopaka. Niestety, było to zachowanie nie do przyjęcia w tej rodzinie, po prostu nie mieli tego w genach, musiał więc usatysfakcjonować się przypatrywaniem się Potterowi w kompletnym oszołomieniu, podczas gdy linia jego szczęki nawet nie drgnęła. Jak śmiał tak go obrażać? I to w dodatku w jego własnym domu. Czy naprawdę przed chwilą przyrównał go do tego okrutnego i obrzydliwego mugola?
- Nie chciałem, by tak to zabrzmiało – przerwał jego rozmyślania chłopak. – Ale… Nienawidzi pan niemagicznych ludzi, prawda? Pogardza pan nimi. Moi krewni są identyczni. Jedyną różnicą jest to, że na dodatek wzbudzam w nich strach, więc starali się również kontrolować mnie tak długo, jak się da. Gdy w końcu dotarło do nich, że są z góry skazani na porażkę, postarali się, bym ja też się ich bał. Dzięki temu miałbym nigdy nie odważyć się rzucić na nich zaklęcia…
Lucjusz w dalszym ciągu był oszołomiony, teraz jednak zdołał sformułować jakąś odpowiedź:
- Nigdy nie skrzywdziłbym dziecka!
- Wiem, panie Malfoy – padła miękka odpowiedź.
- Udało się im? – zapytał cicho gospodarz. – Boisz się ich?
Chłopak uśmiechnął się lekko. Malfoy nie był całkiem pewny, czy nabija się z niego, czy chce po prostu nieco rozluźnić atmosferę.
- Nie, za dnia się ich nie boję – odpowiedział Harry, po czym uśmiechnął się niewyraźnie, gdy nie doczekał się odpowiedzi ze strony gospodarza. Malfoy rzucił mu zmartwione i pytające spojrzenie:
- Mówiłeś kiedyś komuś o tym, co ci robili? Jestem pewny, że Dumbledore…
- Próbowałem mu powiedzieć! – głos chłopaka nagle nabrzmiał furią. – Dwa lata temu napisałem mu list, powiadamiając go, że głodzą mnie i zamykają w komórce pod schodami. Wie pan, co odpisał? Że jestem zbyt rozpuszczony, a bycie Chłopcem-Który-Przeżył nie upoważnia mnie do tego, by w mugolskim świecie traktowano mnie nadzwyczajnie. Powinienem przestać zawracać mu głowę takimi bzdurami i skończyć z wymyślaniem niestworzonych kłamstw o mojej ciężko pracującej rodzinie, która była tak miła i przygarnęła mnie pod swój dach. Powiedział, że Dursleyowie mają jego pełne poparcie, a jeśli jeszcze raz dowie się, że opowiadam komuś takie bzdury, rozkaże ponownie zamknąć w Azkabanie Syriusza, który najwyraźniej ma na mnie zły wpływ. I że to zapewne z winy mojego ojca chrzestnego stałem się taką skupioną na sobie, szukającą uwagi i poklasku osobą. Tak więc nie, nikomu o tym nie powiedziałem i panu, panie Malfoy, radzę zrobić dokładnie to samo, bo inaczej naprawdę gorzko pan tego pożałuje!
- Nie powiem słowa, dopóki nie dostanę twojego pozwolenia – przyrzekł mężczyzna. – Przepraszam, że tak cię zaniepokoiłem i że tak gorąco zapewniałem cię, iż wszystko zrozumiem. Tak się nie stało i nie jestem nawet pewien, czy kiedykolwiek do tego dojdzie. Ale wiedz, że chcę spróbować. A jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował kogoś, kto wystraszyłby tych twoich mugoli na śmierć, z radością ci pomogę.
Wciąż nieco blady chłopak, uśmiechnął się radośnie:
- Dziękuję, panie Malfoy.
- Mów mi Lucjusz – zaproponował śmierciożerca. – Chyba powinniśmy już wracać. Wkrótce pora obiadu.
Podnieśli się w ciszy, podczas gdy Harry chłonął spokojną atmosferę parku. Stosunkowo wąskie ścieżki oświetlone były delikatnym, zielonym blaskiem, który pozostawiał błyszczące smugi na tafli wody. Wokół nich rozlegały się ciche odgłosy dochodzące zza krzaków i drzew. Harry podejrzewał, że Malfoy – Lucjusz – nawet ich nie słyszał. Ale dla niego był to dowód, że dworek wcale nie był tak opuszczony, jakim się wydawał i uspokoiło go to znacznie bardziej, niż jakiekolwiek słowa otuchy. Nie odczuł co prawda ulgi – jak mogłoby mu w ogóle ulżyć, jeśli za niecały miesiąc miał wziąć ślub? – ale był wdzięczny, że ktoś troszczył się o niego przynajmniej na tyle, by zadać te pytania. Że próbował go zrozumieć i nie zrobił z litowania się nad nim małego show. A tak zachowałaby się na pewno pani Weasley, a nawet Ron i Hermiona. Harry wyczuwał litość Malfoya, jednak pocieszające było to, że mężczyzna starał się ją ukryć i zachowywać całkowicie normalnie, co znacznie ułatwiały mu ślizgońskie cechy. Co prawda Syriusz stanowczo ostrzegłby go przed zaufaniem jakiemukolwiek Ślizgonowi, a co dopiero Malfoyom. Uśmiechnął się miękko, gdy przywołał w umyśle obraz swojego ojca chrzestnego. Ale w rozmowie z Lucjuszem nie kłamał – naprawdę był pewny, że mężczyzna nie skrzywdziłby dziecka. Kochał swoją żonę i syna. Jego chłodna powierzchowność miała jedynie zapewnić mu społeczny status. Tak więc ufał mu i wierzył, że ten nie zdradzi jego sekretów.
- Dlaczego, według ciebie, dworek Malfoyów nie wygląda jak dom? – przerwał ciszę śmierciożerca. Jego głos potoczył się echem w pustym i ciemnym hallu przed nimi.
- Cóż, w ogóle nie jest przytulny – wyjaśnił Harry. – Wygląda bardziej jak muzeum lub centrum handlowe po godzinach otwarcia. Jest piękny i w ogóle, ale… nie oddycha. Dajmy na to Hogwart – kiedy spacerujesz po nim w środku nocy, nawet podczas wakacji, czujesz się otoczony przez magię i życie, a bicie własnego serca podpowiada ci, że ktoś tu wciąż jest. Wręcz masz wrażenie, że za rogiem czeka jakaś osoba. I nieważne, czy masz rację, czy też nie. Mimo wszystko czujesz impuls, który każe ci iść naprzód i sprawdzić, czy faktycznie ktoś się tam kryje. Z kolei dworek Malfoyów jest tak sterylny, jakbyś był jedyną osobą, która się tu ostała. Nie chce ci się nawet szukać innych ludzi, bo podejrzewasz, że nikogo nie znajdziesz i chcesz sobie oszczędzić rozczarowań… Człowiek zawsze jest tutaj bliski hiperwentylacji. Co prawda czuć powietrze, ale cóż, to jest tylko powietrze, a to nie wystarcza, by odpowiednio oddychać… Ale to tylko moje zdanie.
Lucjusz mruknął coś tylko i powstrzymał się od komentarza, za co Harry był mu wdzięczny. W ciszy, która ponownie zaległa między nimi, udali się do jadalni.
Stoły uginały się od, w większości pysznego, jedzenia, chociaż Harry odmówił skosztowanie potraw, które wyglądem przypominały krew, wymiociny lub kredę. Co prawda nie było ich dużo, ale trzeba mieć swoje zasady, prawda?
- Mogę zadać ci pytanie? – zapytał chłopak, rzucając spojrzenie na drugi koniec stołu, przy którym siedział Lucjusz.
- To chyba jedyne sprawiedliwe wyjście, biorąc pod uwagę, że po południu solidnie cię przesłuchałem – odpowiedział mężczyzna.
Zdumiony Harry zdał sobie sprawę, że śmierciożerca ledwo skrywał chichot.
- Dlaczego? – To krótkie pytanie wytrąciło odrobinę mężczyznę ze zwykłego stanu opanowania. Chociaż był pewny, o co pyta chłopak, postanowił udawać, że jest inaczej:
- Dlaczego? Cóż, na to pytanie jest wiele odpowiedzi, prawda? Pozwól, że zgadnę. Dlaczego mój dom jest taki „martwy”, jak ładnie to ująłeś? Ponieważ od wielu pokoleń należał do Malfoyów. Nigdy tak naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, jakie człowiek odnosi w nim wrażenie, bo mieszkam tu od dzieciństwa. I, będę szczery, nigdy mnie to także specjalnie nie obchodziło. Dlaczego zaprosiłem cię do siebie? Ponieważ w skrzydle szpitalnym wyglądałeś na naprawdę zagubionego, a ja, nawet jeśli nie okazuję tego często, mam serce i tym razem postanowiłem go posłuchać. Dlaczego pytałem cię o te wszystkie rzeczy? Ponieważ nienawidzę być jedyną nieuświadomioną osobą w okolicy. Poza tym byłem ciekaw. Dlaczego zgodziłem się zataić prawdę o tym „incydencie”? Ponieważ nie chcę popełnić błędu i stać się twoim wrogiem. Ale i tak wiem, że nie o to pytałeś, prawda? – Harry krótko pokiwał głową. – Dlaczego Czarny Pan zaproponował ci kontrakt i co dzięki temu zyska? W istocie, bardzo dobre pytanie. Mogę jedynie powiedzieć ci to, co według mnie jest najbardziej prawdopodobną możliwością, jednak ani nie będąc Czarnym Panem, ani nie siedząc mu w głowie nie mogę mieć pewności. Wojna nie przebiegała pomyślnie dla żadnej ze stron. I chociaż zapewne Dumbledore upierałby się przy twierdzeniu, że śmierciożercy uwielbiają widzieć śmierć i zniszczenie, żadnego z nas nie cieszy widok własnych dzieci i ich przyjaciół, torturowanych i mordowanych. Czarny Pan zaś nie jest w stanie wygrać wojny systematycznie tracąc zwolenników i chociaż nadal chce przejąć całą Anglię, i pozbyć się swoich przeciwników, jestem pewny, że zależy mu na czymś więcej niż martwym i niezamieszkałym kawałku ziemi. Zostało mu więc tylko jedno wyjście – znaleźć sposób, by uczynić ze swoich wrogów zwolenników, a ze swoich zwolenników szanowanych członków Czarodziejskiego Świata. W ten sposób mógłby zyskać znacznie więcej… przestrzeni operacyjnej.
- Nie mógł zaoferować zwykłego kontraktu, który nie zmuszałby mnie do poślubienia go, prawda? – westchnął Harry, obojętnie przesuwając ziarenka ryżu na swoim talerzu to w jedną, to w drugą stronę, mieszając je przy okazji z sosem curry i kawałkami ananasów.
- Nie – głos śmierciożercy oscylował pomiędzy rozbawieniem i współczuciem. – Robiąc tak tylko pogorszyłby swoją sytuację. Nikt dobrowolnie nie zaufałby śmierciożercy, nawet jeśli ten byłby po jego stronie. Całe złoto Gringotta nie sprawiłoby, że w oczach społeczeństwa były zwolennik Voldemorta stałby się porządnym gościem. By tego uniknąć, Czarny Pan potrzebuje ciebie. Czarodziejski Świat z pewnością nie straci zaufania do Wybrańca, a w efekcie także do jego męża. Jeśli ty zaufałeś mu na tyle, by wziąć z nim ślub, widocznie jest tego zaufania warty. A biorąc pod uwagę, że śmierciożercy nie mogą być gorsi niż ich pan, nas także powitają z otwartymi ramionami…
- Wasz plan ma jedną drobną wadę: w oczach Czarodziejskiego Świata wcale nie jestem wielkim bohaterem i idolem. Co więcej, uważają mnie wręcz za spragnionego uwagi, chorego psychicznie chłopaka z kompleksem bohatera, który dawno temu stracił swoich rodziców, a teraz najprawdopodobniej jest a.) wariatem, b.) potencjalnym zagrożeniem, c.) kombinacją obu poprzednich podpunktów. Obawiam się więc, że wasze marzenia się nie spełnią – zripostował Harry.
- Cóż, przynajmniej w pewnym stopniu masz rację. Ale jest jeszcze coś: jeśli nie możesz polepszyć swojej sytuacji, pogorsz sytuację przeciwnika – wyjaśnił Lucjusz, z uśmieszkiem błąkającym się na ustach.
- Dumbledore. Straci mnie, swoją małą broń, a społeczeństwo znienawidzi go za oddania Chłopca-Który-Przeżył w ręce śmierciożerców i zmuszenie mnie do przejścia na Ciemną Stronę.
Malfoy pokiwał głową i pstryknął palcami, przywołując do siebie skrzaty domowe i nakazując im zabranie talerzy.
– Tak, o to właśnie chodzi. A teraz sugeruję, byś wrócił do łóżka, skoro jeszcze w pełni nie wyzdrowiałeś. Severus chce tu jutro przybyć, a więc najprawdopodobniej będziesz potrzebował całej swojej energii, by ukryć się przed nim lub wygrać wojnę na okrzyki i zniewagi. Wydaje się, że niezbyt za sobą przepadacie.
- Snape przyjeżdża? – zapytał drobny chłopak z niedowierzaniem. Gdy jego towarzysz kiwnął głową, ku zaskoczeniu gospodarza zapytał:
- Nie masz myślodsiewni, którą mógłbym pożyczyć na jakiś czas, prawda?
Malfoy wydawał się rozważać, czy lepiej będzie oburzyć się za sugestię, że Malfoyowie nie posiadają myślodsiewni czy może wykazać zdziwienie kierunkiem, w który zmierzała ta rozmowa. Wciąż zastanawiając się nad tym, pokiwał głową, (gdzie podziewa się ta słynna elokwencja Malfoyów, gdy naprawdę jej potrzebują?) i ponownie pstryknął palcami, przywołując skrzata, który trzymał w rękach wspomniany przedmiot.
- Proszę – podał go Harry’emu, gratulując sobie w duchu (brawo, to przynajmniej było zdanie. Następnym razem postarajmy się zbudować takie, które zawierałoby nieco więcej, niż jeden wyraz, dobrze, Lucjuszu?). Myślodsiewnia ozdobiona była dziwnymi znakami, a na jej obrzeżach wyryte były runy. – Mogę spytać, po co ci ona? (nieźle, tym razem przynajmniej to pytanie ma jakiś sens)
- Chcę umieścić tam trochę wspomnień, oczywiście – chłopak rzucił mu zuchwały uśmiech. – Dobranoc, Lucjuszu. – Z tymi słowami na ustach wyszedł z pokoju i, pytając o drogę jeden z portretów, podążył do swojego pokoju, tylko raz myląc korytarze.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Ważka dnia Śro 16:29, 06 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora

alex28
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 24 Cze 2008
Posty: 4
Przeczytał: 21 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 0:15, 07 Maj 2009    Temat postu:

bardzo podoba mi sie to tulmaczenie tekst jest zaskakujący ale przez to bardziej interesujący jestem bardzo ciekawa co wyniknie z tego kontraktu, jakoś nie mogę sobie wyobrazic że bedą żyli w zgodzie , bardzo podoba mi sie ukazanie ludzkiej strony Lucjusza wyglada na to że zaprzyjażni się z Harrym, siekawe co na to Tom?
Jak wogule dyrektor mógł powiedziec że Harry jest rozpieszczony, nienawidze go.
Jednym słowem tułmaczenie jest piękne życze weny i czekam na następne części
alex28


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Last Unicorn
Iluzjonista
Iluzjonista




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 26 Cze 2008
Posty: 258
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miasto przygraniczne
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 15:05, 07 Maj 2009    Temat postu:

Nie lubię tego rozdziału. Zdecydowanie go nie lubię. Dumbledore, który potraktował kogoś w taki sposób, absolutnie mi nie leży. Nawet nie stoi. W ogóle nic mi, on mi nie pasuje! Oddajcie mi Albusa!
*wdech, wydech*
Czyżby duch Dumbledore'a wstąpił w Lucjusza? Skąd ten Malfoy nagle taki wszechwiedzący? Shocked
Protestuję. Nie lubię Mary Sue, a tutaj coś takiego wylazło z Lucjuszka.
No, ale mogę spokojnie dodać, że myśli Malfoya były przeurocze Twisted Evil
W sumie ten rozdział nic specjalnego nie wniósł, zapewne mam się przy nim nieco uspokoić po wrażeniach z poprzednich.
Kurczę, ale ja chcę więcej!
*wdech, wydech*
Dobra, dobra. Spokojnie. Czy to Twoje pierwsze tłumaczenie? Bo ja widzę, że jest lepiej niż w pierwszym rozdziale. No to powodzenia w dalszym tłumaczeniu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Klio
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 05 Maj 2009
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 15:17, 07 Maj 2009    Temat postu:

O, kolejny odcinek. Jak miłoSmile
Severus przyjeżdża? Super! To jedna z moich ulubionych postaci. A jak jeszcze połączy się go z tym opowiadaniem, to już w ogóle będzie dobrze. Zapowiada się ciekawie...
Co do tego fragmentu. Zbulwersowałam się niezwykle na wieść o reakcji Dumbledore'a. Fakt, wydaje się raczej mało kanoniczna, ale jednak. Jak on mógł tak nawet pomyśleć, a co dopiero zagrozić, że zamknie Syriusza w Azkabanie? Brak mi słów...
Ciekawe, jak się dalej rozwinie wątek z Lucjuszem. Póki co zapowiada się interesująco:) Zobaczymy, co przyniosą kolejne odcinki.
Co do strony technicznej, to nie znalazłam żadnych błędów (choć też nie szukałam, przyznaję się bez bicia), więc uważam, że jest dobrze. Oby tak dalej!
Czekam niecierpliwie na kolejny przetłumaczony odcinek.
Pozdrawiam i życzę weny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Fantasmagoria
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 16 Gru 2007
Posty: 23
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 21:55, 07 Maj 2009    Temat postu:

Myślę, że słynna elokwencja Malfoy'ów zwinęła manatki i przeniosła się do Potterów. A że Potter jest jeden, to widać efekty. Kuliłam ogon i uszy przy każdej kwestii Harry'ego. Chłopak, którego w co drugim ff lansują na "ee, aaa, yy, o co chodzi?" po prostu nie pasuje mi w roli "jestem hiper-mega-super yntelygentny", natomiast Dumbledore (na miłość boską! TEN DUMBLEDORE?! te-en milusi, pluszowy staruszek?!)... czy tylko ja mam wrażenie, że autorka zrobiła z niego kompletnego jełopa? A Pomfrey krzycząca do ŚMIERCIOŻERCÓW oraz VOLDEMORTA "wynocha"... o mamo. Już w ogóle sam fakt, że Tomek po prostu, od tak wpadł sobie do Hogwartu pogadać o swoim przyszłym ślubie. Dumbel był o tym uprzedzony, zamiast "negocjować" mógł zaprosić kilku dobrych kumpli, którzy raz, dwa rozprawiliby się z Riddle'em.

Zaliczyłam z tuzin zgonów w trakcie czytania tych czterech rozdziałów. I z wywalonym jęzorem + śliną spływającą po brodzie + moją masochistyczną naturą: błagam o więcej. Mimo tego, że wszystko zostało tu przewrócone do góry nogami (swoją drogą, nie zdziwię się, jeśli okaże się, że Dumbel w rzeczywistości jest zaginionym bratem bliźniakiem Knota) i nie czuję nawet cząsteczki dramatyzmu. Dla mnie to po prostu świetna komedia/parodia/coś na poprawę humoru po całym dniu spędzonym w książkach.

Podsumowując:

Cytat:
Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że fan fick ten zdecydowanie nie lubi się z kanonem.


Nie lubi to się Tusk z Kaczyńskim. Kanon biega wściekle na łańcuchu wokół słupa, a niejaka Dinkel rzuca w niego z góry kamieniami!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Laures
Banshee
Banshee




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 05 Cze 2008
Posty: 84
Przeczytał: 19 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Trumna ^.^
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 22:49, 07 Maj 2009    Temat postu:

ooo kurde...
Jest wspaniale, naprawde to opowiadanie przekroczyło wszytkie granice, jest idealne, właśnie takie o jakim marzyłam, szukałam wszędzie tej parki a tu nagle taki szok!!
Ten kontrakt, to zasłabnięcie Harrego, jego pobicie, ślub z Tomem to jest to wszystko co mnie kręci, ja się nie mogę doczekać co będzie dalej więc tłumacz, tłumacz bo ja to czekam z niecierpliwością.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Sawaii
Banshee
Banshee




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 25 Lip 2007
Posty: 93
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Pią 19:53, 08 Maj 2009    Temat postu:

Fantasmagoria napisał:
Myślę, że słynna elokwencja Malfoy'ów zwinęła manatki i przeniosła się do Potterów. A że Potter jest jeden, to widać efekty. Kuliłam ogon i uszy przy każdej kwestii Harry'ego. Chłopak, którego w co drugim ff lansują na "ee, aaa, yy, o co chodzi?" po prostu nie pasuje mi w roli "jestem hiper-mega-super yntelygentny", natomiast Dumbledore (na miłość boską! TEN DUMBLEDORE?! te-en milusi, pluszowy staruszek?!)... czy tylko ja mam wrażenie, że autorka zrobiła z niego kompletnego jełopa? A Pomfrey krzycząca do ŚMIERCIOŻERCÓW oraz VOLDEMORTA "wynocha"... o mamo. Już w ogóle sam fakt, że Tomek po prostu, od tak wpadł sobie do Hogwartu pogadać o swoim przyszłym ślubie. Dumbel był o tym uprzedzony, zamiast "negocjować" mógł zaprosić kilku dobrych kumpli, którzy raz, dwa rozprawiliby się z Riddle'em.

Zaliczyłam z tuzin zgonów w trakcie czytania tych czterech rozdziałów. I z wywalonym jęzorem + śliną spływającą po brodzie + moją masochistyczną naturą: błagam o więcej. Mimo tego, że wszystko zostało tu przewrócone do góry nogami (swoją drogą, nie zdziwię się, jeśli okaże się, że Dumbel w rzeczywistości jest zaginionym bratem bliźniakiem Knota) i nie czuję nawet cząsteczki dramatyzmu. Dla mnie to po prostu świetna komedia/parodia/coś na poprawę humoru po całym dniu spędzonym w książkach.

Podsumowując:

Cytat:
Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że fan fick ten zdecydowanie nie lubi się z kanonem.


Nie lubi to się Tusk z Kaczyńskim. Kanon biega wściekle na łańcuchu wokół słupa, a niejaka Dinkel rzuca w niego z góry kamieniami!


Dalej jest gorzej, zapewniam =="

Do tłumaczenia przyczepić się zwyczajnie nie mogę, ale sama treść tego fika sprawia, że chowam się pod łóżko, kołdrę, do szafy, śmieję się, płaczę, rozpaczam. Nad treścią, lecz nie z jej powodu.
Potter wylewa z siebie więcej łez niż może pomieścić morze bałtyckie, Voldi kocha, choć nie-do-końca-wie-dlaczego-i-nie-chce-się-do-tego-przyznać. A poza tym wszyscy, którzy pogadają z Potterem są jego dozgonnymi przyjaciółmi. Oprócz: Weasleyów, Mrużki, Belli, etc. Wszyscy śmierciożercy. Nawet Dudley, na miłość boską! W każdym razie to zarzuty dla autorki, nie dla tłumaczki, więc się tym nie sugerować. . . Za bardzo. A drogiej tłumaczce życzę cierpliwości i przyjemnego tłumaczenia, bo jest co(matko, tyle rozdziałów. . . ).

Sawaii- wybredne babsko-cian.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Last Unicorn
Iluzjonista
Iluzjonista




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 26 Cze 2008
Posty: 258
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miasto przygraniczne
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Pią 20:28, 08 Maj 2009    Temat postu:

Fantasmagoria napisał:
(na miłość boską! TEN DUMBLEDORE?! te-en milusi, pluszowy staruszek?!)

Cooo? Shocked
Bredzisz Twisted Evil To właśnie tutaj zrobiono z niego potwora w pluszowym futerku.
U Rowling nie jest ani milusi, ani taki, jak w tym ff. Jest idealny.
Tutaj się go boję ^.^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Salomea
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 16 Cze 2008
Posty: 9
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 22:30, 08 Maj 2009    Temat postu:

To jest... No po prostu brak mi słów. Z jednej strony to swoiste nakarmienie mojego głoda na ff z Harrym i Voldemortem, ale z drugiej strony jest to totalny absurd. Mimo wszystko czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały. Być może czytanie ich nie będzie zakrawać na masochizm jak czytanie niektórych opowiadań. Muszę jednak przyznać, że nawet podoba mi się ten ludzki Lucjusz, który nigdy nie uderzyłby dziecka. Trochę przypomina mi to " Równowagę sił" (tylko Lu i nie wiem dlaczego). Jak rozumiem nie jest to twój debiut, a przynajmniej skoro zostałaś dopuszczona do Zakazanego to musiałaś wiedzieć co piszesz. Mogę tylko mieć nadzieję, że te dalsze rozdziały, o których wspominasz są niedalekie, bo naprawdę chcę polubić to opowiadanie.
Pozdrawiam i życzę duuuużo wna
Salomea


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Ali Ali
Widmo
Widmo




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 15 Maj 2006
Posty: 74
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 12:38, 10 Maj 2009    Temat postu:

Ostatnio natrafiłam na to cuś w internecie, po angielsku, gdy zdesperowana szukałam opowiadań HP/LV. Niestety jedynym w miarę znośnym fickiem był ' The seamblance of Peace' czy coś takiego. W każdym razie w międzyczasie przeczytałam też to opowiadanie. Sam początek, mam na myśli pierwsze dwa czy tam trzy rozdziały, da się znieść, mając nadzieję, że nadejdą lepsze czasy. Ale nie. Będzie tylko gorzej.


Cytat:
Mimo to uznaję go za jedno z najlepszych opowiadań HP/LV, co mam nadzieję po kilku rozdziałach będzie zrozumiałe. Mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu uda mi się oddać humor i świetny styl twórczyni tego ficka


Wybacz Ważko, ale muszę protestować. PO kilku rozdziałach wszystko staje się jeszcze bardziej nienaturalne, pozbawione humoru, nudne i przewidywalne.
Dobra, jeśli chodzi o tłumaczenie. Momentami trochę dziwnie się czytało. Gdzieś w tekscie, w tej chwili nie wiem gdzie, był coś w stylu Harry odparł płasko. Trauma.
Poza tym całkiem przyjemnie się czyta. Z tego co zauważyłam dbasz o przecinki i nie masz problemów z dialogai. Brava.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Ważka
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 24 Kwi 2009
Posty: 19
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 16:39, 14 Maj 2009    Temat postu:

Ponownie podziękowania kieruję w stronę niezastąpionej bety, Sevy.
Poniższy rozdział zawiera scenę gwałtu. Czujcie się ostrzeżeni.


Rozdział 5. Wspomnienia.


Natarczywy głos Snape’a z pewnością nie był najmilszą rzeczą, która mogła wyrwać człowieka ze snu wywołanego eliksirem. Trzeba też dodać, że eliksir przygotowany był przez wspomnianego już nauczyciela, który po prostu źle go uwarzył, co można było wywnioskować z obrzydliwego posmaku. Takie myśli chodziły Harry’emu po głowie, gdy obudził się rano przez pukanie – a raczej walenie – do drzwi, połączone z wściekłym okrzykiem:
- Otwieraj! Natychmiast otwórz te drzwi albo je wysadzę!
Najwyraźniej pięć sekund znacząco nadwyrężyło cierpliwość Snape’a. Zaraz po tych słowach czarodziej wymamrotał kilka słów, po czym nastąpił głośny wybuch i drzwi zwyczajnie przestały istnieć.
- Prześladujesz mnie w szkole, zmuszasz, bym co chwila ratował ci tyłek, oskarżasz o szpiegowanie dla ciemnej strony, starasz się przekonać o tym także Dumbledore’a, podkopujesz moją pozycję w szeregach Czarnego Pana i naruszasz prywatność. A teraz na dodatek ukradłeś mi najlepszego przyjaciela, zająłeś mój ulubiony pokój i… - z furią krzyczał Snape, podczas gdy jego twarz z każdym kolejnym słowem stawała się coraz bledsza i nabierała naprawdę wściekłego wyrazu.
Chłopak zignorował swojego nauczyciela i podszedł do biurka. Stamtąd zabrał myślodsiewnię i uprzednio przygotowanym list, zbliżył się do wciąż wrzeszczącego Mistrza Eliksirów i wręczył mu oba przedmioty. Kiedy Snape urwał, prawdopodobnie rozpaczliwie potrzebując powietrza, Harry wtrącił:
- Skończył już pan? Czy może chciałby mnie pan obwinić jeszcze o fakt, że podczas swojego pierwszego roku w Hogwarcie potknął się pan o czyjąś nogę i wylądował twarzą w misce z pieczoną wołowiną?
Wyglądało na to, że mężczyzna wcale nie zamierza przerwać swojej tyrady, chłopak postanowił więc znieść jego mowę w milczeniu.
- Co masz na swoją obronę? – zapytał w końcu Mistrz Eliksirów. Harry był zaskoczony długością jego przemówienia – spodziewał się, że potrwa ono znacznie dłużej. Tymczasem Snape skończył raptem po dziesięciu minutach.
- Nic – odpowiedział chłopak, ponownie wciskając nauczycielowi oba przedmioty i zatrzaskując mu przed nosem drzwi, naprawione przed dwoma minutami. Biorąc głęboki wdech, podążył do połączonej z pokojem łazienki, gdzie umył zęby i podjął próby przekonania swoich włosów do przyjęcia bardziej uporządkowanej formy.
Oniemiały Snape stał chwilę przed drzwiami sypialni Pottera – jego sypialni, jak poprawił się w myślach – gdy wtem ponownie poczuł przypływ złości. Zerknął w dół. Myślodsiewnia? Czyżby smarkacz ponownie chciał się z niego ponabijać? Ale nie, w środku unosiła się srebrna, skotłowana substancja. Nie pozbawiłby się dobrowolnie tak przydatnego wspomnienia, prawda? Rozwinął świstek, który wciąż trzymał w drugiej ręce i zaczął czytać:

Szanowny profesorze Snape,
wiem, że najprawdopodobniej nie przeczyta Pan tego listu, postaram się więc wyjaśnić wszystko jak najkrócej. Piszę do pana, ponieważ chciałbym przeprosić. Przede wszystkim za to, że podczas mojego pierwszego roku w Hogwarcie podejrzewałem pana o próby zabicia mnie. A także, że dokładnie to samo myślałem w czwartej klasie. Nie zasługiwałem na to, co naprawdę pan wtedy robił, a mianowicie na chronienie mnie i narażanie życia w mojej obronie. Sądzę, że powinienem za to podziękować. Chciałbym także przeprosić, gdyż podczas poprzedniego roku nauki naruszyłem pana prywatność. Nie wiem, co mną kierowało ani co chciałem dojrzeć w pana myślodsiewni. Może szukałem wyjaśnienia dla moich dziwnych snów albo powodu, dla którego Dumbledore tak bardzo panu ufa. Z pewnością nie spodziewałem się ujrzeć własnego ojca znęcającego się nad panem. Za to także chciałbym przeprosić. Być może nic to dla pana nie znaczy, ale przez jakiś czas byłem naprawdę wściekły na mojego tatę, Syriusza i Remusa. Przez chwilę ich nawet nienawidziłem. Potem jednak zdałem sobie sprawę, że byli wtedy nastolatkami. Oczywiście to ich nie usprawiedliwia, ale od tego czasu sporo się zmieniło. Nie sądzi pan, że dość już wycierpieli za krzywdy, które panu wyrządzili? Śmierć, pobyt w Azkabanie, wilkołactwo… Myślę, że jest to wystarczająca kara, ale nie będę miał pretensji, jeśli się pan ze mną nie zgodzi. Z pewnością zastanawia się profesor także, po co dałem panu tę myślodsiewnię. To naprawdę proste. Oko za oko, ząb za ząb, jak to mówią mugole. Ja widziałem jedno z pana najgorszych wspomnień, więc teraz pozwolę panu zobaczyć jedno z moich. Bez obaw, to nie ma nic wspólnego z Voldemortem i jego morderstwami. Panu pozostawiam decyzję co do wykorzystania, lub nie, tej myślodsiewni. Proszę mi ją po prostu oddać, jeśli już pan skończy.

Jeszcze raz serdecznie przepraszam,
Harry Potter.


Stukanie do drzwi brzmiało niemal niepewnie. Wygląda na to, że Snape odzyskał swoje opanowanie, pomyślał Harry z nutą rozbawienia.
- Chcę, byś zrobił to ze mną! – oświadczył nauczyciel, gdy tylko ponownie stanął przed drobnym chłopcem, rzucając mu groźne spojrzenia znad haczykowatego nosa.
Gryfon głośno przełknął ślinę, lecz po chwili kiwnął głową i dał znać mężczyźnie, by podszedł bliżej, po czym zamknął drzwi. Weź głęboki oddech, nakazał sobie, wdech, wydech, dasz radę!
- Możemy w końcu zaczynać? – zapytał z kpiną Snape, obserwując jednak chłopca uważnie.
- Chodźmy – we własnych uszach ten głos wydał się Harry’emu wyjątkowo przerażony i przywołał na myśl małe przestraszone dziecko, ukrywające się przed burzą pod stołem.
Podeszli do myślodsiewni, która w tym momencie niewinnie spoczywała na blacie biurka. Zawartość wirowała i kłębiła się, układając się w metodyczny, ale nieznany im wzór. Snape ujął chude ramię chłopaka i dotknął płynnej tafli wspomnień.

Ciemność. Wilgoć. Krople deszczu spadały w ciszy na ziemię, wydając ledwo słyszalny dźwięk przy kontakcie z powierzchnią. Przed nimi wąska aleja, strzeżona przez obskurne domostwa i przepełnione pojemniki na śmieci. Przemierzający ulicę mały chłopiec wydawał się głęboko pogrążony w myślach. Wcisnął zaciśnięte pięści do kieszeni zbyt obszernych dżinsów. Wydawało się, że nie zauważa nawet okropnej pogody, zbyt dużych spodni oraz faktu, że przemakają mu nogawki. Mógł mieć dziewięć lub dziesięć lat, trudno było jednak to określić, gdyż ubrania skrywały jego posturę, a ciemność twarz.
Nieco starsza wersja Chłopca-Który-Przeżył dygotała teraz obok niego. Snape obserwował z chorobliwą fascynacją, jak przed nimi znikąd pojawia się posępna postać.
- Sam tak spacerujesz, chłopcze? – przemówiła ochrypłym głosem, chwiejąc się lekko. – Jeśli chcesz, możesz pójść ze mną… zabawimy się…
Jego włosy prawdopodobnie miały kolor ciemnobrązowy, chociaż trudno mieć co do tego pewność, zważywszy na pokrywający je brud i łój. Nos miał czerwony, oczy zaś przekrwione. Musiał mieć jakieś czterdzieści, czterdzieści pięć lat, ale nie można było stwierdzić tego z całą pewnością.
- Nie, dziękuję, proszę pana – odpowiedział grzecznie młodszy Harry, starając się jednocześnie wyminąć nieznajomego.
Pijak złapał go za ramię, brutalnie przyciągając do siebie i ściskając chude ciało chłopaka. – Nie ma potrzeby tak się spieszyć, skarbie, możemy się przecież zabawić…
Młodzieniec uniósł głowę i Snape po raz pierwszy miał okazję spojrzeć mu w twarz. Na policzkach widoczne były smugi pozostawione przez łzy, w zielonych oczach czaił się strach. Ze zdławionym szlochem spróbował uniknąć ust nieznajomego, podejmując jednocześnie próbę uwolnienia się z silnego uchwytu na ramionach. Zamiast podjąć walkę, mężczyzna przewrócił chłopca na ziemię i z zaskakującą jak na pijaka szybkością doskoczył do niego, przyciskając Harry’ego do gruntu. Zaczął mamrotać bezładnie słowa, których Mistrz Eliksirów nie dosłyszał, po czym zerwał zbyt obszerne ubrania z chudego ciała i zaczął gładzić szczupłą pierś chłopaka. Wcisnął się między szeroko rozłożone nogi ofiary, ściskając wciąż jeszcze niegotowego penisa. Młodszy Harry szczelnie zacisnął usta i przegryzł dolną wargę, pozwalając, by drobna strużka krwi spłynęła mu wzdłuż szczęki.
- Przestań, proszę – wyszeptał. – Skończ.
Pijak zignorował go, kontynuując zaspokajanie swoich chorych potrzeb. Jęknął głośno, gdy w końcu doszedł. Krew zmieszała się z nasieniem mężczyzny. Na Merlina, ile krwi! Snape zerknął na chłopaka obok siebie. Miał opuszczoną głowę. Mistrz Eliksirów był pewien, że płakał, chociaż z jego ust nie wydobył się najmniejszy dźwięk. Dłonie zacisnął w pięści, dopełniając obrazu rozpaczy i napięcia, które biły z jego postawy.


Nagle wszystko pociemniało, a obaj czarodzieje zaczęli wirować (tak przynajmniej odebrał to Snape), po czym świat ponownie wrócił na swoje miejsce.

- Dobry wieczór, oficerze – powiedział otyły mężczyzna po prawej stronie Snape’a, zanim skierował swoją uwagę na drobną postać za plecami funkcjonariuszki. – Co zrobiłeś tym razem? Zapewne znów naopowiadałeś jakichś bzdur, by ściągnąć nam na głowę problemy i niepotrzebnie kłopotać policję!
- Panie Dursley – odezwała się policjantka, odrzucając długie blond włosy na plecy i w pocieszającym geście kładąc dłoń na ramieniu chłopaka. – Ten młody człowiek wiele dzisiaj przeszedł. Mogłabym wejść do środka i wyjaśnić sytuację panu i pana żonie?
- Z pewnością nie będzie to konieczne – fałszywie słodkim głosem zapewnił ją wuj Harry’ego, ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. – Mam rację, chłopcze? Myślę, że o wiele lepiej będzie omówić to jedynie z nim – wie pani, tylko w rodzinnym gronie.
Policjantkę najwyraźniej niezbyt to przekonało, ale zanim zdążyła powiedzieć choćby słowo, mężczyzna złapał siostrzeńca za ramię i wciągnął go do domu. Drzwi zatrzasnęły się z cichym kliknięciem.
- Jak śmiesz sprowadzać nam do domu policję? – ryknął natychmiast wuj, ciągnąc go za rękę.
- Vernon, kochanie, idziesz…? – głos wysokiej kobiety z końską twarzą załamał się. Wyciągnęła oskarżająco palec w kierunku trzęsącego się chłopca. – Kazaliśmy ci chyba zgubić się, prawda? Marge przez kilka następnych dni nie chce oglądać tej twojej szczurzej twarzy. Zabroniliśmy ci pokazywać się tu przez następne kilka godzin. A przecież ledwo co wyszedłeś!
- To nie jedyne jego przewinienie, złotko – wtrącił gruby mężczyzna z triumfem w oczach. – Przyprowadził nam także do domu policję!
- Co takiego? – wrzasnęła ciotka Petunia. – Jak śmiesz? Po wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy! Niewdzięczny smarkacz! Boże, co pomyślą sobie sąsiedzi? Popatrz na te ubrania, które daliśmy ci z dobroci serca… A ty tak po prostu ośmieszasz nas przed wszystkimi, obnosząc się ze swoją nienormalnością! I czego znowu płaczesz?
- Przepraszam, ciociu Petunio – wyszlochał chłopak. – Ale pani oficer powiedziała, że nie mogę zostać na zewnątrz po tym, co mnie spotkało i zaoferowała, że mnie podwiezie…
- Jakie to bzdury im znowu naopowiadałeś? – zapytała kobieta uszczypliwie, najwyraźniej postanawiając zignorować siniaki, bandaże i krew pokrywającą zniszczone ubrania.
- Zgwałcono mnie – wymamrotał z wahaniem, wypowiadając słowo, które powinno pozostać nieznane dla każdego dziecka w jego wieku. Mimo wszystko, Snape był pewny, że Dursleyowie doskonale go usłyszeli.
- Tylko tyle? Całe to zamieszanie, bo ktoś cię dotknął? Oszczędź nam tego pokazu użalania się nad sobą. Wygląda na to, że tylko to potrafisz. Idź do swojej komórki, potem się z tobą rozliczymy.
Snape był zszokowany. Chłopiec natomiast podniósł wzrok, co pozwoliło dostrzec Mistrzowi Eliksirów przedziwny i nieokreślony wyraz na jego twarzy. Wyglądał jak osoba, która w zbyt młodym wieku widziała zbyt wiele.


Ponownie sceneria zaczęła wirować, a dwaj mężczyźni z powrotem znaleźli się w pokoju, lądując obok łóżka. Harry wciąż stał ze spuszczoną głową, nagle wątpiąc, czy aby na pewno był to najlepszy sposób na przeproszenie Mistrza Eliksirów. Wspomnienia, które przed chwilą zobaczył przyniosły ze sobą jeszcze gorsze uczucia, które tylko pogłębiły jego ból. Co prawda chciał, by nauczyciel zrozumiał w końcu, że chłopak nie jest swoim ojcem, ale zdecydowanie nie potrzebował jego litości.
- Harry? – Ach, więc teraz tak będzie się do niego zwracać. Dobrze więc, rozpocznijmy to żałosne przedstawienie. – Chcesz o tym porozmawiać?
Nie tego dokładnie oczekiwałem, zdumiał się chłopak, wzruszając ramionami w duchu. Może jednak nadal mnie nienawidzi.
- Chcesz mnie o coś spytać. – To nie było pytanie, Harry po prostu stwierdził fakt. Usiadł ostrożnie na łóżku, podciągając kolana pod brodę. Snape również przysiadł na pościeli i zapytał:
- Co stało się po pierwszym wspomnieniu? Straciłeś przytomność?
- Tak – odpowiedział czarnowłosy chłopiec. – Kiedy w końcu ją odzyskałem, znajdowałem się w ambulansie. To taki samochód, którego używają mugole, by szybciej przywieźć pacjentów. Zawieźli mnie do lokalnego szpitala. Powiedziano mi potem, że znalazła mnie jakaś starsza pani, która zadzwoniła na policję. Wyleczono moje rany, a policjantka, którą widziałeś w drugim wspomnieniu przesłuchała mnie. Po drobnych naciskach z jej strony wszystko jej opowiedziałem. Obiecała, że porozmawia z moimi krewnymi i wszystko im wytłumaczy. Powiedziała także, że zrobi co w jej mocy, by złapać tego mężczyznę. Jednak nigdy nie spełniła obietnicy.
- Ile miałeś wtedy lat?
- Dziesięć. Wszystko wydarzyło się podczas wakacji, rok przed otrzymaniem listu do Hogwartu – odpowiedział beznamiętnym tonem Chłopiec-Który-Przeżył.
- Po co pokazywałeś mi to drugie wspomnienie? Owszem, sposób, w jaki potraktowali cię krewni był okropny, ale nawet w części nie tak, jak… - zaczął Snape, jednak Harry mu przerwał:
- Nic nie rozumiesz, prawda? Sądzisz, że skoro mnie nie uderzyli, to nic wielkiego się nie wydarzyło. Cóż, mam dla ciebie niespodziankę: sposób, w jaki mnie potraktowali był o wiele gorszy niż to, co zrobił mi ten mężczyzna. To było gorsze niż gwałt, gorsze nawet niż morderstwo. Zdradzili mnie. Morderca zniszczy twoje ciało, gwałciciel psychikę, ale zdrada niszczy twoje serce i duszę. Dursleyowie są moją rodziną, powinni się o mnie troszczyć, kochać mnie bezwarunkowo. Tymczasem otrzymałem od nich tylko nienawiść i opuszczenie. Pytasz, po co ci to pokazałem? Bo sądziłem, że zrozumiesz, ale widocznie byłem w błędzie.
- Nigdy tak o tym nie myślałem – przyznał Snape. – Jak cię ukarali?
Harry zaśmiał się nieszczerze:
- Zrobili coś, co, jak sądzę, by ci się spodobało. Zamknęli mnie w komórce pod schodami i poczekali, aż obudzi się moja ciotka. Potem Marge wychłostała mnie starą kuchenną chochlą. Kiedy w końcu się zmęczyła, przyszła kolej na wuja Vernona. Zgwałcił mnie, cały czas powtarzając, jak bardzo na to zasłużyłem. Wydaje mi się, że po prostu czekał na dobrą okazję, by w końcu to zrobić. – Drobna łza spłynęła po policzku chłopaka.
Kierując się instynktem, z którego istnienia do tej pory nie zdawał sobie sprawy, Snape przygarnął chłopaka do siebie i owinął rękę wokół jego ramion, starając się jakoś go pocieszyć.
- A więc co teraz? Nienawidzisz mnie, obrzydzam cię, wzbudzam w tobie litość? – zapytał ostrożnie Harry.
Mistrz Eliksirów zdawał sobie sprawę, że od tego, co teraz powie, zależą przyszłe relacje między nim a chłopcem. Głęboko się więc zastanowił, zanim udzielił odpowiedzi:
- Jest mi przykro z powodu tego, co cię spotkało, ale nie wzbudzasz we mnie litości. Uważam po prostu, że litowanie się nad tobą zmniejszyłoby rangę tego, przez co przeszedłeś i nie oddało cierpienia, przez które musiałeś przebrnąć. Już cię nie nienawidzę, bo widzę teraz, jakie bezpodstawne uprzedzenia mną kierowały, gdy zakładałem, że jesteś kopią swojego ojca. I nie obrzydzasz mnie, bo nie ma w tobie rzeczy, która mogłaby wzbudzać to uczucie. Jedyne osoby, którymi w tym momencie gardzę to twoi krewni i gwałciciel. Podziwiam cię za to, co zrobiłeś i jak poradziłeś sobie z tą sytuacją. Masz pełne prawo, by nienawidzić swoich bliskich, a mimo to chroniłeś ich i z miłości do nich nikomu nie zdradziłeś, co spotkało cię ze strony rodziny. Doceniam także, że zdołałeś zachować swój wizerunek bohatera i obrońcy Czarodziejskiego Świata i uchroniłeś nas przed utratą nadziei. Podziwiam fakt, że zataiłeś to wszystko przed przyjaciółmi, nie mówiąc im, że byłeś maltretowany w najgorszy z możliwych sposobów. Jestem pod wrażeniem, gdyż ośmieliłeś się pokazać mi te wspomnienia, pomimo tego, że nie masz najmniejszych podstaw, by mi ufać. Podziwiam cię za każdy moment, podczas którego byłeś gotowy oddać swoje życie za innych. A także za to, że zgodziłeś się podpisać ten kontrakt. I to tylko po to, by zapewnić ludziom, którym nic nie zawdzięczasz, pokój na który nie zasługują.
Chłopiec w jego ramionach zachichotał:
- Bardzo udana mowa, profesorze Snape.
- Cóż, dziękuję, panie Potter – odpowiedział Mistrz Eliksirów. – Także tak myślę.
- A więc przyjmuje pan moje przeprosiny? – zapytał Harry.
- Biorąc pod uwagę, że nigdy przedtem nie dostałem lepszych, tak – odpowiedział mężczyzna. – Ale jedynie pod warunkiem, że dasz mi znać, gdy tylko będziesz potrzebował mojej lub czyjejkolwiek pomocy. Zgoda?
- Dlaczego każdy sądzi, że potrzebuję pomocy? – zapytał rozdrażniony chłopak.
- Ponieważ, drogi panie Potter – zaczął ze zwyczajowym uśmieszkiem na twarzy Lucjusz Malfoy, stojący teraz w drzwiach. – Wspaniale panu idzie troska o inne osoby, ale niestety zapomina pan zatroszczyć się o siebie samego. Co zmusza tak uczciwych i dobrych ludzi jak ja czy Severus do robienia tego za pana.
- Uczciwych i dobrych? – zapytał Harry z niedowierzaniem, uwalniając się jednocześnie z uścisku Snape’a i narzucając na siebie biały szlafrok. – Czyż to nie nazbyt puchońskie określenia, by pasowały do was? Nie sądzicie, że o wiele lepiej wasz charakter oddawałyby takie przymiotniki jak chytrzy, sprytni czy wredni? I przy okazji, Lucjuszu, gdzie podziały się twoje maniery? Wydawało mi się, że przed wejściem do pokoju wypada zapukać.
- Sądzę, że mogłem o nich zapomnieć, gdy twój ojciec chrzestny zajęty był znieważaniem mnie. Żeby nie być gołosłownym, zacytuję go: ”ty oślizgły ślizgoński lizodupie” – odpowiedział blondyn w zamyśleniu.
- Rozmawiałeś z Syriuszem? Gdzie on jest?
- W kominku – wyjaśnił arystokrata. – Zanim zaczął rzucać we mnie obelgami zapytał też, jak się czujesz i czy może wpaść do nas z wizytą.
- Och, proszę, mógłby? – zapytał błagalnie Harry, chwytając dłoń Lucjusza. – Zmuszę go, by zachowywał się odpowiednio, w porządku?
- Sądzę, że dworek Malfoyów jest wystarczająco duży, bym mógł uniknąć twojego ojca chrzestnego lub przynajmniej wysłać go do strefy, w której nie bywam – westchnął mężczyzna, po czym został szybko uściskany przez chłopaka, który natychmiast po tym pognał na dół, by porozmawiać z Syriuszem.
- Severusie, czyżby wzrok mnie mylił? Obejmowałeś tego chłopaka – stwierdził blondyn, a na jego ustach pojawił się rozbawiony uśmieszek.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Lucjuszu – odpowiedział Snape ze zwyczajową drwiną w głosie. Będąc jednak najlepszym przyjacielem Malfoya nie był w stanie ukryć przed nim błysku rozbawienia w oczach. – A teraz chodźmy zająć się twoim małym gościem, zanim sprzymierzy się ze swoim ojcem chrzestnym i zniszczy ci cały dom.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ważka dnia Czw 17:22, 14 Maj 2009, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Last Unicorn
Iluzjonista
Iluzjonista




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 26 Cze 2008
Posty: 258
Przeczytał: 69 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Miasto przygraniczne
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 21:30, 14 Maj 2009    Temat postu:

Czy Harry zacznie się ciąć? Popadnie w anoreksję lub bulimię? Ktoś go uzależni od narkotyków?
Od początku działał mi na nerwy ten nieszczęśliwy Potter, ale teraz to już autorka przesadziła. Jejku, czy jemu musi się wszystko najgorsze przytrafiać? Przecież nie ma tak w życiu.
Spodobał mi się pomysł z przeproszeniem Snape'a - rowlingowy Harry w życiu by tego nie zrobił, a myślę, że Severus zasłużył.
I nie wiem, co jeszcze napisać, chyba tylko tyle, że czekam na kolejną część Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Mariszka
Iluzjonista
Iluzjonista




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 29 Cze 2008
Posty: 198
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z mamusi
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 21:34, 14 Maj 2009    Temat postu:

ahahaha LU kocham Cię za ten komentarz, uśmiałam się Very Happy
przeczytam zaraz i edytuję posta, nie mogłam się powstrzymać Wink

EDIT:
o mój bosze!
mamo, mamo jaka z niego ciapa! Nie lubię, nienawidzę Pottera, który zachowuje się jak 11-letnie emo. Ja rozumiem - zgwałcony, niekochany, Voldi ma jakieś dziwne plany- ale to jest ten odważny gryfon? Straszne. Rolling Eyes
i fakt, Severusowi przeprosiny się należały. Co do strony technicznej, nie mam zastrzeżeń Wink
Powtarzam pytanie LU, czy przewidziane są samookaleczenia, anoreksje, bulimie i nadziewanie się na kaktusa?
Czekam na ciąg dalszy Twisted Evil


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mariszka dnia Czw 22:04, 14 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora

madami
Banshee
Banshee




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 11 Lis 2006
Posty: 100
Przeczytał: 27 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Kobieta
PostWysłany: Czw 22:40, 14 Maj 2009    Temat postu:

hahahaha, Mariszka, Twój kaktus mnie ómarł <hahahahaha>

co do wyboru tekstu się nie wypowiadamy, tłumacz nie ma wpływu na treść. Ja to już czytałam jakiś czas temu in inglisz i jakoś nigdy nie miałam chęci do tego wracać, ale co tam Smile

tłumaczenie czyta się dobrze, żadnych strasznych błędów nie zauważyłam. No i tempo tłumaczenia - za to chociażby należą się gratulacje. Mi na przykład ostatnio trudno się zebrać do kupy, więc tym bardziej doceniam pracę innych.

czekam na kolejne rozdziały, mimo iż wiem, co się będzie działo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora

Fantasmagoria
Cień
Cień




Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 16 Gru 2007
Posty: 23
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta
PostWysłany: Pią 18:41, 15 Maj 2009    Temat postu:

Matko boska i wszyscy święci! Nie wiem, czy powinnam, ale rechotałam jak szalona przez prawie cały rozdział. Czemu wszyscy dookoła Harry'ego to kompletni idioci? To już chyba nie jest nawet niekanoniczne - tu zostały stworzone jakieś nowe postacie, którym autorka jedynie nadała imiona boheterów książek pani Rowling.

Aż boję się następnej części i tego, jaki będzie Syriusz.

Cytat:
Czy Harry zacznie się ciąć? Popadnie w anoreksję lub bulimię? Ktoś go uzależni od narkotyków?


Co do dwóch pierwszych pytań - nie zdziwiłabym się, gdyby już do tego doszło. A jeśli chodzi o narkotyki, to przecież Harry jest zbyt cudowny i genialny, żeby potrzebować do tego czyjejś pomocy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Yaoi Fan Strona Główna -> Fan Fiction Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
 
 


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

 
Regulamin