Yaoi Fan - Forum Literackie

Forum Yaoi Fan Strona Główna
 

 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja  Profil   

Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

 
Tekst C [S.E.] *Szura*


 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Yaoi Fan Strona Główna -> Konkursy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość

Almare
Banshee
Banshee




Dołączył: 27 Kwi 2006
Posty: 237
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:38, 16 Wrz 2006    Temat postu: Tekst C [S.E.] *Szura*

TEKST C


Draco leżał w łóżku, wbijając wzrok w sufit. Zwykle budził go ten cholerny budzik, ale dziś całą noc nie mógł zmrużyć oka.

…Ostatni dzień wakacji…

Koło blondyna, wtulony w jego ramię, spał Harry Potter. Draco do dziś zastanawiał się, jakim cudem do tego doszło. Zaczęło się tak nagle…

***

Pewnego wiosennego dnia na siódmym roku w Hogwarcie spotkał Harry’ego w pustym korytarzu. Wywiązała się z tego, jak zawsze, kłótnia, która przerodziła się w bójkę a potem… W jednym momencie siedział na Potterze, okładając go pięściami, w następnym z warknięciem wpijał się w jego usta i, zrywając z niego szaty, zaciągał go do pustej sali. Gryfon nie pozostawał bierny, zanim tam dotarli pozbawił go połowy ubrań. Hmm, większość z nich nie nadawała się później do noszenia.

Taki był cały ich związek – brutalny i namiętny, agresywny i porywczy. Ciągła walka, kłótnie, nie raz dochodziło do rękoczynów. Ale te wszystkie spory traciły sens (a również często się kończyły) w łóżku. To, co tam przeżywali pozwalało im przestać myśleć o wszystkich problemach, niepokojach czy zwątpieniach… Dawało im to, czego potrzebowali najbardziej – zapomnienie.

Więc trwali przy sobie, tak różni, a przecież tak podobni, bliscy sobie, a jednak tak odlegli, tak inni, a tak dopasowani. Potrzebujący się nawzajem, a często tak obojętni…
Draco nic nie mówił, gdy Gryfon z krzykiem budził się z kolejnego koszmaru-wizji. Harry o nic nie pytał, gdy widział Mroczny Znak czerniejący na ramieniu chłopaka.

Oczywiste wydawało się, że nikt nie mógł się o nich dowiedzieć. Harry bał się utraty przyjaciół, Draco reakcji rodziny. Gryfon zapomniał o jednym szczególe…

Voldemort.

***

Draco znał swoje obowiązki. Od początku wiedział, co musi zrobić. Jako lojalny Śmierciożerca był wierny przede wszystkim swemu Panu, jego własne odczucia i pragnienia zostawały gdzieś w tle. Poza tym na służbie nauczył się, jak kruche jest ludzkie życie, a on swojego bynajmniej nie zamierzał tracić.

Musiał wydać Harry’ego.

Ta decyzja nie była łatwa, ale, w przekonaniu Ślizgona, jedyna słuszna. Na realizację pierwszego i najbardziej niebezpiecznego punktu planu wybrał wiosenną przerwę świąteczną. Zazwyczaj nie spędzał świąt z rodziną – nie chciał brać udziału w tej parodii ciepłej, rodzinnej atmosfery. Od kilku lat spędzał je sam w swoim mieszkaniu w Londynie, które dostał od ojca za świetne wyniki w nauce. W tym roku na święta zaprosił Harry’ego, który się zgodził i natychmiast zaczął przekonywać Dumbledore’a, że wręcz marzy o tym, by spędzić ten czas u Dursleyów. Gdy zaczął się rozwodzić nad tym, że każdemu powinno się dać drugą szansę, wzruszony dyrektor natychmiast się zgodził. Nawet nie zadał sobie trudu by sprawdzić, czy Harry rzeczywiście tam dotarł. Naiwny…

Draco nie pomylił się w swoich przypuszczeniach – już trzeciego dnia po przyjeździe do Londynu poczuł przeszywający ból w lewym ramieniu. Czarny Pan wzywał.

Blondyn aportował się jakieś piętnaście minut drogi od miejsca spotkania, tuż przed ścianą starego lasu. Przeklął w duchu paskudną pogodę – porywisty, zimny wiatr rozwiewał jego włosy, które wpadały mu na twarz. Jakby tego było mało, zaczynało mżyć. Z coraz gorszym humorem Draco wbił ręce w kieszenie i szybkim krokiem wszedł między drzewa, idąc ledwo widoczną ścieżynką. Potrącił młodą brzózkę i kilka kropel wpadło mu za kołnierz. Jak chciałbym być w tej chwili w ciepłym łóżku… Potrząsnął ze złością głową. Takie myśli nie pomagały.
Las wydawał się opuszczony – mimo, że roślinność właśnie rozkwitała, wszystkie zwierzęta schowały się przed deszczem. Raz tylko wydało mu się, że między drzewami mignął mu ogon wiewiórki.
Przyspieszył kroku – wolał nie podpadać Voldemortowi spóźniając się. Wreszcie doszedł na wielką polanę, gdzie był już prawie cały Wewnętrzny Krąg – brakowało tylko Macnaira i Crabbe’a. Nie ujdzie im to płazem; Czarny Pan zaczynał się już niecierpliwić.

Draco postanowił nie czekać już dłużej. Padł na twarz przed swym Mistrzem.
– Panie, mogę dostarczyć ci Pottera…
– Kontynuuj, chłopcze – odparł Voldemort chłodno. Zbyt często dostawał takie obietnice, które nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości, żeby zwrócić na to większą uwagę.
–Ja… Panie, sam zobacz. – Blondyn otworzył swój umysł na penetrację z zewnątrz.

Voldemort natychmiast wszedł w jego wspomnienia i, na Merlina, nie było to przyjemne. Nie starał się być delikatny, przeciwnie, zadawał wiele niepotrzebnego bólu i wręcz napawał się tym. Gdy tylko skończył, wyszeptał ochryple:
– Przyprowadź mi go natychmiast!...
– Przyprowadzę, Panie, ale jeszcze nie teraz. Zrobię to, jeśli dasz nam czas do końca wakacji – odważnie podniósł wzrok i spojrzał wprost w rozszerzone z wściekłości oczy Voldemorta.
– Crucio! – Ostry syk przeciął powietrze.
– Jeśli… umrę, nie dostaniesz go… wcale… – zdołał wyjęczeć Ślizgon, zanim zapadł w ciemność.

***

Gdy się ocknął, polana była już pusta. Resztkami sił odczołgał się poza jej obręb, gdzie mógłby się bezpiecznie aportować. Mógłby, gdyby nie zemdlał ponownie.

***

Obudziły go jakieś przytłumione przez las głosy. Prawdopodobnie to mugole wybrali się na grzyby – właśnie zaczynało świtać, a nie sądził, by ktokolwiek inny miał w zwyczaju łazić w nocy po lesie. Poczuł niesmak ma samą myśl o wstaniu z wygodnego łóżka o tak nieprzyzwoitej porze tylko po to, by znaleźć parę grzybów. No, ale teraz nie był w łóżku i wcale nie miał pewności, że są tam tylko nieszkodliwi niemagiczni ludzie. Tak bardzo chciał znowu zapaść w kojący mrok… Ale instynkt przetrwania, wzmocniony treningiem Śmierciożercy zwyciężył. Z cichym trzaskiem aportował się do salonu swego mieszkania.

ŁUBUDU!

W pokoju pojawił się w takiej pozycji, w jakiej się aportował – leżąc. Pech chciał, że pojawiając się wpadł na stół, który przewrócił się z głuchym łoskotem. Draco jęknął, bo chociaż po cruciatusach obity przez stół bok to nic, nie polepszyło to jego samopoczucia.

Natychmiast zjawił się koło niego Harry.
– Jak… tak szybko… – wychrypiał zszokowany blondyn.
– Całą noc czekałem tu na ciebie, idioto – warknął Gryfon, ale delikatne dłonie i ostrożne ruchy przeczyły ostrym słowom.

Ślizgon bez słowa dał się zanieść do łazienki, gdzie Harry delikatnie obmył poranione ciało kochanka. Potem położył go do łóżka, napoił ciepłą herbatą i dał eliksiry przeciwbólowe, postcruciatusowe i uspokajające.
– Dzięki – szepnął z czułością Draco. Nagle łzy zaczęły płynąć mu po policzkach. – Tylko do końca wakacji, do końca wakacji… – szlochał wtulając twarz w dłoń Gryfona.
Po chwili poczuł na języku smak eliksiru bezsennego snu.
– To tylko szok, Draco, nie martw się, to minie… – usłyszał, zanim zapadł w sen.

***

Pamiętał, jak po przebudzeniu się po tamtej strasznej nocy odgonił od siebie ponure myśli jednym, pokrzepiającym stwierdzeniem – mają jeszcze tyle czasu. Czasu, by nacieszyć się sobą, ba, może nawet znudzić. Aby zmagazynować wspomnienia, które później pomogą mu przetrwać ten najgorszy okres. Do czasu, aż się pozbiera.
Ale teraz… Teraz, gdy po jego głowie snuła się tylko ta jedna, szydercza data – dzisiejsza data, trzydziesty pierwszy sierpnia, czuł, że to było cholernie mało czasu.
Jego niewesołe rozważania przerwał przeklęty budzik Harry’ego. Brunet na początku wakacji znalazł sobie pracę – pomagał Olivanderowi w jego sklepie. Mimo narzekań Dracona nie rzucił nowego zajęcia; twierdził, że musi zapełnić czymś pustkę po Hogwarcie, do którego zapewne nigdy już nie wróci.
Wypracowali swoją własną poranną rutynę: Harry wyłącza budzik, a blondyn natychmiast zaczyna marudzić, że budzenie go o TAKIEJ porze jest nieludzkie, że siódma to, do cholery, jest środek nocy! Gryfon, patrząc na niego z politowaniem, ale też uśmiechając się pod nosem idzie do łazienki, a Draco wstaje z łóżka i robi im obu dużą kawę. Zawsze krzywi się, dolewając do kawy Harry’ego mleko. Profanacja, niezmiennie przemyka mu przez głowę. Następnie natychmiast wypija cały swój napój, którego w myślach nigdy nie nazywa inaczej, niż Eliksirem Życia. Gdy brunet dołącza do Dracona stojącego z pustą szklanką w ręce, ten szybko bierze się za robienie drugiego śniadania dla Gryfona, by mieć pretekst do pozostania w kuchni i poużalania się, jaki on jest biedny, ściągany rano z łóżka i wykorzystywany do pracy niewolniczej. Potem Harry wkłada płaszcz i buty, całuje blondyna na pożegnanie, bierze teczkę i drugie śniadanie i za pomocą sieci Fiuu przenosi się do sklepu.
I mimo, że dzień w dzień powtarza się ten sam schemat, nie stało się to nudne. W takich momentach najmocniej się czuje, że dzieli się z drugą osobą życie. W takich momentach Draco czuł, że mogą razem funkcjonować bez tej ciągłej walki i kłótni, jeśli tylko im obu nie zabraknie dobrych chęci. I, choć nigdy by się do tego nie przyznał, to właśnie poranków wyczekiwał najbardziej.

Nie tym razem.

Mechanicznie wstał, podszedł do kuchni i zrobił dwie kawy. Swojej nawet nie ruszył. Zapatrzył się w zegar kuchenny w kształcie czajnika. Na sekundnik, który jednostajnie przesuwał się po tarczy z wesołym tik, tak, tik, tak… W następnej chwili jakby zaczął przyspieszać, a jego tykanie było pełne wyrzutu. Draco szybkim krokiem podszedł do zegara i nerwowo odłamał drwiącą wskazówkę. To absurdalne, zganił się w duchu, ale poczuł się odrobinę lepiej.
Z westchnieniem podszedł do lodówki (niektóre z wynalazków mugoli okazywały się całkiem przydatne, co go niezmiennie dziwiło) i wyjął wcześniej przyszykowane drugie śniadanie. Bez chwili wahania rzucił na nie zaklęcie zamieniające je w świstoklik. Służba u Voldemorta nauczyła go jednego – najważniejsze jest wykonanie rozkazu.
Gdy Harry przyszedł, blondyn niemrawo popijał kawę.
– Coś nie tak? – przeszywający wzrok Gryfona spoczął na Draconie.
– Może po prostu zbliża mi się okres? – nieco wymuszony, ale wciąż złośliwy uśmieszek wykrzywił twarz Ślizgona.
– I tak to z ciebie wyciągnę, jak wrócę – Harry wyszczerzył zęby w uśmiechu, który zbladł na widok grymasu bólu na twarzy blondyna. Podszedł do niego i przytulił się do jego pleców.
– Draco, co się dzieje?... – zapytał głosem przepełnionym troską.
– Nic – odwarknął Ślizgon. – A teraz wypij tę cholerną kawę i idź już, bo się spóźnisz.
Wysunął się z objęć kochanka, który bez słowa zajął się przygotowaniami do wyjścia. Draco postanowił na niego nie patrzeć. Tak będzie prościej, powtarzał sobie. Ale jego postanowienie złamało się, gdy Harry niepewnie podszedł do blondyna i złożył na jego ustach nieśmiały pocałunek, bojąc się odrzucenia. Draco chwycił go lekko za brodę i przeciągnął pocałunek, zatracając się w nim, aż zabrakło im tchu. Ze ściśniętym sercem odsunął się od Harry’ego, który uśmiechał się do Dracona, przekonany, że już wszystko w porządku, zrzucił to dziwne zachowanie na karb porannego złego humoru Ślizgona. Sięgnął po teczkę i śniadanie.

Jego oczy rozszerzyły się z szoku, ułamki sekundy później pojawiły się w nich ból i zrozumienie. I wybaczenie.

A po chwili Draco został w kuchni sam.

Nie czuł nic. Nic, poza potrzebą wyjścia z mieszkania. Dusił się tu, w miejscu, gdzie wszystko przypominało mu o Harrym. O tym, co zrobił Gryfonowi. Chciał tylko zapomnieć.
Ubrał się szybko i wyszedł. Chciał powłóczyć się bez celu, zająć się czymś, byle nie myśleć. Jego decyzja byłą słuszna, tego był pewien. Ale to nie zmieniało faktu, że czuł, jakby bezpowrotnie stracił coś bardzo cennego, po czym nie będzie w stanie zapełnić pustki – pieniądze i służba u Voldemorta nigdy mu tego nie zastąpią.

Nogi same skierowały go w stronę centrum. Tak bardzo nie chciał być teraz sam… Ale paradoksalnie, w tłumie, w zimnym, obojętnym zbiegowisku obcych sobie ludzi, patrzących i nie widzących drugiej osoby, poczuł się samotny i wyobcowany jak jeszcze nigdy.
Gdy zaczęło padać, blondyn wszedł do najbliższej kawiarni. Nie zamierzał do listy swoich problemów dodawać zapalenia płuc. Usiadł przy najbardziej oddalonym stoliku przy oknie i zamówił kawę.

Popijając zamówiony napój, wsłuchany w cichą muzykę sączącą się z głośników przy barze, obserwował krople deszczu spływające powoli po szybie.

Jak łzy po jego twarzy.

KONIEC


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum Yaoi Fan Strona Główna -> Konkursy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
 
 


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

 
Regulamin